Krzysztof Ciecióra z Prawa i Sprawiedliwości ostro zareagował na superprodukcję Netfliksa, która zadebiutowała 16 września 2026 roku. Poseł nie kryje oburzenia formą, w jakiej twórcy przedstawili kultowe dzieło Bolesława Prusa, porównując serial do "roślinnego wyrobu z korzonków", który bezprawnie podszywa się pod klasykę polskiej literatury.
- Krzysztof Ciecióra nazwał nową "Lalkę" zwulgaryzowaną podróbką. Krytykował głównie całkowite odcięcie się od ducha oryginału
- Serial zadebiutował w połowie września i wbrew chłodnemu przyjęciu stał się numerem jeden na platformie w Polsce (stan na 18 września 2026)
- Netflix promował produkcję hasłami takimi jak "daddy issues" przy postaci Tomasza Łęckiego
- Dwie trzecie komentarzy o produkcji było krytycznych. W dyskusji głos zabrali m.in. Tomasz Lis i Donald Tusk
Krzysztof Ciecióra nie zostawia suchej nitki na twórcach "Lalki"
Krzysztof Ciecióra nie gryzie się w język i mówi wprost. Polityk Prawa i Sprawiedliwości postanowił włączyć się w ogólnokrajową debatę i w mediach społecznościowych zrecenzował sześcioodcinkowy serial "Lalka" produkcji amerykańskiego Netflixa. Jego kulinarna metafora błyskawicznie obiegła internet.
Polityk uznał, że nowa wizja XIX-wiecznej Warszawy nie ma nic wspólnego z duchem powieści Bolesława Prusa. W ostrych słowach ocenił odważną interpretację reżyserów, twierdząc, że znana marka posłużyła twórcom jedynie jako marketingowa przynęta.
Obejrzałem trochę tej nowej "Lalki" na Netfliksie i chyba już wystarczy. Powiem tak: kiedy chcę zjeść kiełbasę, to oczekuję kiełbasy ze świni, a nie roślinnego wyrobu z korzonków i soi, który ktoś dla marketingu nazwał kiełbasą
- Krzysztof Ciecióra na platformie X.
Ciecióra zarzucił twórcom pójście na łatwiznę i bezduszne żerowanie na sentymentach czytelników. Jego zdaniem podmieniono treść, a pozostawiono jedynie głośne nazwiska bohaterów.
Tak samo jest tutaj. Kiedy włączam serial pod tytułem "Lalka", z Wokulskim, Łęcką i Rzeckim, to oczekuję czegoś, co ma choć trochę wspólnego z oryginalną "Lalką". A dostałem zwulgaryzowaną podróbkę, która podpięła się pod znany tytuł i nazwiska bohaterów
- Krzysztof Ciecióra na platformie X.
materiały prasowe
Skandaliczna promocja i "daddy issues" w XIX-wiecznej Warszawie
Tomasz Schuchardt i Sandra Drzymalska stali się twarzami kampanii, w której Netflix zafundował widzom prawdziwą paradę kontrowersji. W mediach społecznościowych pojawiły się hasła wywołujące konsternację u miłośników lektury. Przy portrecie Tomasza Łęckiego pojawił się podpis "Stąd się biorą daddy issues", Kazimierza Starskiego nazwano "klasycznym toy boyem", a Stanisława Wokulskiego podsumowano pytaniem "Zbawca czy zabawka?".
materiały prasowe
Za kamerą stanął Paweł Maślona, który wraz z Pawłem Demirskim i Jagodą Dutkiewicz odpowiada też za scenariusz. Na ekranie zamiast stonowanego dramatu epoki zaserwowano wybuchowy miks gatunków. Twórcy połączyli klasyczny dramat z elementami thrillera, horroru oraz kina w stylu Guya Ritchiego. W fabule dopisano mroczne śledztwo, rodzinne tajemnice, konflikty klasowe, a nawet postać Elizy Orzeszkowej.
Tomasz Lis i Paulina Młynarska uderzają w Netfliksa
Do grona bezlitosnych krytyków dołączył Tomasz Lis. Dziennikarz nazwał serial porażką i produkcją bardzo słabą. Wytknął twórcom nieudany scenariusz i dziwaczne kostiumy. Wskazał też na zalew wulgaryzmów oraz poprawność polityczną, dodając, że projektu nie uratowali nawet świetni aktorzy.
Paulina Młynarska, choć skrytykowała scenariusz, zachwyciła się "absolutnie przepięknymi, wybitnymi" kostiumami Doroty Roqueplo oraz "fenomenalnym" aktorstwem. Zwróciła też uwagę na problem żerowania na literackiej legendzie.
Gdyby ten serial nie powstał pod szyldem "Lalki" i Prusa, nie miałabym z nim problemu. Obejrzałabym go jak jeden z wielu polskich seriali. Stwierdziłabym po prostu, czy mi się podobał. W gruncie rzeczy nie miałoby to większego znaczenia
- Paulina Młynarska na Instagramie.
W sieci zawrzało na dobre, a statystyki są dla producentów bezwzględne. Wśród osób jednoznacznie oceniających serial w badanym tygodniu, 66 proc. wypowiedzi było krytycznych.
Kocham “Lalkę” Prusa, podoba mi się serial, a najbardziej cieszę się, że cały niemal naród dyskutuje o książce i jej adaptacji. Każdy ma prawo do swojej oceny, tylko błagam: nie pozabijajmy się przy tej okazji.
— Donald Tusk (@donaldtusk) September 21, 2026
Sukces mimo fali krytyki i apel premiera Tuska
Donald Tusk apeluje o spokój, podczas gdy serial "Lalka" bije rekordy popularności. Produkcja zadebiutowała w środę i mimo fali krytyki okazała się hitem oglądalności. Dzień po premierze wskoczyła na ósme miejsce w globalnym zestawieniu platformy, trafiła do pierwszej dziesiątki w 41 krajach, a w Polsce natychmiast zdobyła fotel lidera.
Gorący spór o polską klasykę urósł do takich rozmiarów, że sprawę skomentował nawet premier. Szef rządu z humorem zaapelował do rodaków, by nie pozabijali się nawzajem podczas oceniania nowej adaptacji. Jak widać, Stanisław Wokulski potrafi podzielić Polaków skuteczniej niż niejedna sejmowa awantura.