Sobiesław Zasada, któremu w kabinie Porsche towarzyszy pilot i partner biznesowy Krzysztof Bąk, znowu wprawił kibiców w osłupienie. 96-letni legendarny kierowca wyruszył na trasy w Argentynie po 59 latach, by pokonać 3351 kilometrów. Po piątkowym uroczystym starcie w Buenos Aires, w sobotę zameldował się w Lujan, skąd ruszył na pierwszy z sześciu etapów. Start polskiej legendy objęto patronatem honorowym Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Ambasady RP w Buenos Aires.
- Sobiesław Zasada ściga się Porsche 911 Dakar z symbolicznym numerem bocznym 405
- Trasa liczy 3351 kilometrów i składa się z sześciu odcinków
- Legendarny polski kierowca jedzie jako gość specjalny, poza klasyfikacją generalną
- Polski mistrz wraca na te szlaki niemal sześć dekad po swoim historycznym triumfie
Sobiesław Zasada w argentyńskim klasyku 2026
Po piątkowym uroczystym starcie w Buenos Aires, w sobotę liczący sobie 96 lat Sobiesław Zasada zameldował się w miejscowości Lujan, skąd wyruszył na pierwszy z sześciu etapów rajdu. Ceremonia otwarcia przyciągnęła tłumy starszych mieszkańców, którzy doskonale pamiętają jego zwycięstwo z 1967 roku. Argentyńczycy z entuzjazmem wspominali tamten historyczny start, prosili o autografy i fotografowali się z polskim kierowcą. I to wszystko w ojczyźnie Leo Messiego!
Tym razem legendarny rajdowiec dosiadł terenowej bestii ze stajni Porsche, ozdobionej symbolicznym numerem 405. Ten numer nie jest przypadkowy - dokładnie z takim samym oznaczeniem ścigał się tutaj w czasach swojego największego sukcesu. Zasada uczestniczy w zmaganiach jako gość honorowy, co oznacza, że nie podlega klasyfikacji generalnej - w tym wieku to on sam jest przecież najważniejszą kategorią. Trasa rajdu liczy 3351 kilometrów. Organizatorzy rozpisali ją na sześć wyczerpujących etapów.
Samochód Sobiesława Zasady - kiedyś i dziś / Fot. instagram.com/sobieslawzasada
Powrót legendy natychmiast odnotowały lokalne media. Argentyński dziennik La Nacion ocenił przyjazd Zasady jako specjalną atrakcję wyścigu oraz wskazał, że polski kierowca ponownie przejedzie trasą, która uczyniła go postacią historyczną.
Sukces "Latającego Polaka" w 1967 roku
Sobiesław Zasada na stałe zapisał się w historii południowoamerykańskiego motorsportu w październiku 1967 roku, kiedy wystartował w Gran Premio Internacional de Turismo w Argentynie. Jego brawurowa, widowiskowa jazda po wymagających szlakach wywołała wówczas prawdziwą sensację. Po tym pamiętnym sukcesie argentyńskie media ochrzciły go przydomkiem "El Polaco Volador", czyli "Latający Polak".
Mistrz doskonale pamięta tamte niezapomniane chwile i emocje, jakie towarzyszyły jego wygranej. Podczas uroczystego startu w Buenos Aires Sobiesław Zasada powrócił myślami do wydarzeń sprzed blisko sześciu dekad:
Rajd, który wygrałem w 1967 roku, był dla mnie jedną z najważniejszych imprez w życiu. Moje zwycięstwo wywołało sensację nie tylko w świecie sportu. Argentyńska Polonia wręcz nie mogła pozbierać się ze szczęścia.
instagram.com/sobieslawzasada
Legendarny kierowca nie myśli o emeryturze
Powrót na argentyńskie szlaki po 59 latach udowadnia, że dla seniora wiek to tylko nic nieznacząca cyfra. Mimo sędziwych lat Zasada nie traci energii ani poczucia humoru, udowadniając, że podczas gdy wielu jego rówieśników toczy boje głównie z pilotem do telewizora, on woli pojedynki z kurzem i kamieniami Argentyny. Sobiesław Zasada, komentując swój ponowny wyjazd na bezdroża Ameryki Południowej, podszedł do wyzwania z dystansem:
Wtedy wygrałem i to była ogromna sensacja, a teraz zobaczę, staruszek jestem, ale jeszcze jadę
To jednak nie koniec zaskakujących deklaracji, bo słowa utytułowanego mistrza dosłownie wbijają w fotel. Podczas uroczystego startu w Buenos Aires 96-latek zapowiedział, że wcale nie zamierza na dobre żegnać się z argentyńskimi trasami:
Teraz chcę przejechać ten rajd jako 96-latek. A kto wie, może wrócę tu jeszcze w wieku 100 lat
Kibicom pozostaje trzymać kciuki, by ambitny plan stulatka za kierownicą doszedł do skutku.