Robert M., 62-letni kierowca polskiego autokaru, usłyszał nową decyzję węgierskiego wymiaru sprawiedliwości. Mężczyzna podejrzany o nieumyślne spowodowanie katastrofy, w której zginęło 12 pasażerów, pozostanie w odosobnieniu znacznie dłużej. Węgierski sąd zdecydował o przedłużeniu jego tymczasowego aresztu przez kolejne trzy miesiące. Sam podejrzany konsekwentnie odmawia składania jakichkolwiek wyjaśnień w sprawie dramatu na autostradzie M3.
- Węgierski sąd przedłużył tymczasowy areszt dla kierowcy Roberta M. do 18 grudnia 2026 roku
- 62-letni mężczyzna odmówił składania jakichkolwiek wyjaśnień. W śledztwie milczy na temat okoliczności zdarzenia
- Węgierska prokuratura bada przyczynę tragedii. Podejrzewa się, że kierowca mógł zasnąć lub zasłabnąć za kierownicą
- Prokuratura Okręgowa w Krośnie złożyła wniosek o przejęcie ścigania od strony węgierskiej
Areszt dla Roberta M. przedłużony. Kierowca nie wyjdzie na wolność przed grudniem
Kierowca Robert M. pozostanie w węgierskim areszcie przez kolejne miesiące. W środę 16 września 2026 roku tamtejszy sąd podjął nieprawomocną decyzję, na mocy której 62-letni kierowca autokaru spędzi za kratami czas co najmniej do 18 grudnia 2026 roku. Sprawa budzi ogromne emocje w kraju, gdzie wcześniej Robert M. trafił do węgierskiego aresztu zaraz po przedstawieniu mu zarzutów.
Informację o postanowieniu sądu przekazała mediom polska prokuratura. Marta Kolendowska-Matejczuk zreferowała ustalenia dotyczące aktualnego statusu prawnego 62-latka.
Właśnie dostaliśmy informację z Węgier, że na posiedzeniu sądu, które odbyło się 16 września, zdecydowano, że polski kierowca Robert M. zostanie w areszcie do 18 grudnia
x.com
Zarzuty prokuratury i milczenie polskiego kierowcy
Węgierska prokuratura postawiła Robertowi M. bardzo ciężkie zarzuty. Śledczy podejrzewają nieumyślne spowodowanie wypadku drogowego skutkującego śmiercią wielu osób. Z protokołu przesłuchania, do którego dostęp uzyskali prokuratorzy z Polski, wynika jednak, że mężczyzna nie zamierza na razie komentować sprawy. Polski kierowca oficjalnie odmówił składania zeznań.
Śledczy wciąż badają okoliczności, które doprowadziły do zjechania pojazdu z trasy. Według węgierskiej prokuratury do wypadku doszło prawdopodobnie wskutek zaśnięcia lub zasłabnięcia kierowcy za kierownicą z powodu zmęczenia. Wówczas autobus zjechał przez pas awaryjny na skarpę i przewrócił się na bok.
canva.com
CZYTAJ TAKŻE: "Krew spływała mi do oczu". Drugi kierowca przerywa milczenie po tragedii na Węgrzech
Przebieg tragedii na trasie i działania śledczych
Katastrofa autokaru wydarzyła się w nocy z 15 na 16 sierpnia 2026 roku. Do zdarzenia doszło około godziny 1:00-1:20 na węgierskiej arterii M3, w rejonie miejscowości Mezőkeresztes. W autokarze podróżowały osoby wracające z modlitewnego czuwania, a ich wyjazd do Medziugorje zamienił się w narodową tragedię tuż przed powrotem do domu. Łącznie pojazdem jechało 59 obywateli Polski - 57 pasażerów oraz dwóch kierowców.
W zdarzeniu zginęło 12 osób. Wszyscy byli dorosłymi mieszkańcami Podkarpacia. Kolejnych 10 pasażerów trafiło do szpitali w bardzo ciężkim stanie, a około 40 odniosło lekkie obrażenia. Dla rodzin czekających na bliskich w województwie podkarpackim ta noc na zawsze pozostanie symbolem straty.
Sprawą równolegle zajmują się polskie instytucje, które chcą, by proces toczył się nad Wisłą. Krośnieńska prokuratura skierowała do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka formalny wniosek o przejęcie ścigania od Węgrów. Uzasadniają go faktem, że podejrzanym oraz wszystkimi pokrzywdzonymi są obywatele Polski. Dokumentacja z węgierskiego śledztwa jest przy tym sukcesywnie przesyłana do Krosna, gdzie tłumaczy ją tłumacz przysięgły języka węgierskiego.