Tomasz Lipiński, legendarny lider formacji Tilt i Brygada Kryzys, twórca hymnów takich jak "Centrala" czy "Jeszcze będzie przepięknie", które na stałe wpisały się w polszczyznę, wyznał prawdę o swojej emeryturze. 70-letni muzyk po wizycie w ZUS-ie podjął radykalną decyzję. Całkowicie zrezygnował ze świadczenia, którego wysokość okazała się ogromnym zaskoczeniem.
- ZUS wyliczył Tomaszowi Lipińskiemu emeryturę w wysokości trzystu kilkudziesięciu złotych miesięcznie
- Muzyk odrzucił ofertę urzędu, tłumacząc, że obraził się na instytucję
- Lider Tiltu przez niemal trzy dekady funkcjonował w trudnych warunkach finansowych
- Sytuacja finansowa artysty poprawiła się około 2010 roku po wypłacie zaległych wypłat za prawa do utworów
Emerytura Tomasza Lipińskiego z ZUS wynosi trzysta złotych z haczykiem
Artysta był gościem podcastu "Złota Scena", który prowadzi piosenkarka Anna Jurksztowicz. W szczerej rozmowie legenda polskiego rocka poruszyła temat swoich finansów oraz państwowych świadczeń. Muzyk bez owijania w bawełnę zdradził, jaką propozycję usłyszał od urzędników państwowej instytucji.
Muzyk ujawnił, że kwota zaoferowana przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych opiewała na zaledwie trzysta kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Reakcja wokalisty była natychmiastowa i - jak na rockmana przystało - postanowił po prostu obrazić się na system, zamiast przyjąć od państwa jałmużnę.
Ja na razie nie mam żadnej, ponieważ mi w ZUS-ie powiedzieli, że są gotowi wypłacić mi trzysta kilkadziesiąt złotych, więc się chwilowo na nich obraziłem
- wyznał Tomasz Lipiński w podcaście "Złota Scena".
Lider zespołów Tilt oraz Brygada Kryzys uznał, że nie ma sensu co miesiąc sprawdzać konta w oczekiwaniu na urzędowy przelew. Postanowił po prostu nie przyjmować tych pieniędzy.
fot. Gałązka/AKPA
Przyczyny głodowych świadczeń polskich muzyków rockowych
Tomasz Lipiński nie jest jedynym przedstawicielem swojego pokolenia, który zderzył się z bezdusznymi mechanizmami systemu ubezpieczeń. Współtwórca formacji Fotoness przez dziesięciolecia tworzył utwory, które na stałe zapisały się w historii polskiej muzyki. Realia pracy na estradzie w minionych dekadach wyglądały jednak zupełnie inaczej niż standardowy etat.
Większość rówieśników Tomasza Lipińskiego ze sceny muzycznej funkcjonowała przez całe lata wyłącznie w oparciu o umowy o dzieło. Taka forma współpracy nie wiązała się wówczas z odprowadzaniem obowiązkowych składek na ubezpieczenie emerytalne. W efekcie po osiągnięciu wieku emerytalnego wielu zasłużonych artystów dowiaduje się, że formalnie ich konto w państwowej kasie świeci pustkami.
Lipiński przyznał również, że początki jego działalności upłynęły na bardzo skromnym pułapie materialnym. Granie koncertów i nagrywanie płyt w tamtych czasach rzadko przekładało się na wielki majątek, a kwestie przyszłych świadczeń schodziły na dalszy plan.
Fot. Piętka Mieszko/AKPA
CZYTAJ TAKŻE: Głodowa emerytura gwiazdy TVP. Barbara Bursztynowicz mówi bez ogródek o dramacie aktorów
Zaległe tantiemy i poprawa sytuacji finansowej Tomasza Lipińskiego
Tomasz Lipiński doczekał się jednak sprawiedliwości za swoją wieloletnią pracę twórczą, choć nastąpiło to dopiero po wielu latach obecności na scenie. Przełomowy moment w jego domowym budżecie nadszedł około 2010 roku. To wtedy zbiegło się kilka kluczowych rozstrzygnięć prawnych dotyczących rynku praw autorskich w Polsce.
W tamtym okresie Organizacja Zbiorowego Zarządzania wygrała procesy sądowe z wielkimi nadawcami medialnymi. Finał batalii prawnej doprowadził do wypłaty należności za odtwarzanie jego utworów w mediach. Wśród twórców, którzy otrzymali zaległe środki, znalazł się właśnie Tomasz Lipiński.
Dzięki temu wsparciu oraz wpływom z praw autorskich muzyk mógł ze spokojem spojrzeć w przyszłość i nie polegać na skromnej emeryturze z państwowej kasy.