7-letnia córka Anny Stramach trafiła na onkologię. Relacja ze szpitala łamie serce

7-letnia córka Anny Stramach trafiła na onkologię. Relacja ze szpitala łamie serce

7-letnia córka Anny Stramach trafiła na onkologię. Relacja ze szpitala łamie serce

AKPA, instagram.com/ania_starmach

Anna Starmach właśnie wprawiła polski internet w osłupienie. Gwiazda, która zawsze zaraża radosnym uśmiechem, przez dwa długie lata ukrywała w tajemnicy dramat, jaki rozegrał się za zamkniętymi drzwiami jej domu. Prawda wyszła na jaw dopiero teraz, a jej wstrząsające wyznanie dosłownie mrozi krew w żyłach. Nikt nie miał pojęcia, że znana jurorka przeszła przez prawdziwe piekło, drżąc o życie własnego dziecka.

Reklama

Anna Starmach i choroba córki. Czym jest neuroblastoma u dzieci?

Wyznanie, na które zdobyła się Anna Starmach, po prostu wbija w fotel. Dwa lata temu jej 7-letnia dziś córka wylądowała na oddziale onkologicznym, a lekarze podejrzewali najgorsze. Chodziło o chorobę, która dla każdego rodzica brzmi jak ostateczny wyrok – neuroblastoma, czyli złośliwy nowotwór układu nerwowego. Gwiazda spędziła z przerażonym dzieckiem w szpitalu okrągły tydzień, modląc się o cud.

Na całe szczęście seria specjalistycznych badań ostatecznie wykluczyła nowotwór u dzieci, a potworna diagnoza się nie potwierdziła. Jednak to, co matka zobaczyła na onkologii dziecięcej, naznaczyło ją na całe życie. Widok małych pacjentów i ich zdesperowanych rodziców, walczących każdego dnia o przetrwanie, to obraz, którego nie da się wymazać z pamięci. Gwiazda po raz pierwszy zdecydowała się opowiedzieć o tej traumie publicznie.

Nigdy tego tutaj nie mówiłam. Dwa lata temu trafiłam z moim dzieckiem na oddział onkologiczny - z podejrzeniem neuroblastomy (złośliwy nowotwór układu nerwowego u dzieci). Diagnoza na szczęście się nie potwierdziła i po serii badań wróciłam z córeczką do domu. Ale nigdy nie zapomnę. Tych małych bohaterów i bohaterek. Rodziców, którzy każdego dnia walczą o zdrowie swoich dzieci. Tych uśmiechów i tych łez. To był tylko tydzień, ale te wspomnienia, historie, które usłyszałam i obrazy, które zobaczyłam, zostaną ze mną na zawsze

Zbiórka Łatwoganga na dzieci chore na nowotwory. Na liczniku już 121 mln zł

Wyznanie Anny Starmach było wywołane przez wydarzenia z ostatnich dni. Wszystko za sprawą gigantycznej akcji charytatywnej, która zjednoczyła miliony Polaków w szczytnym celu. W sieci wrze, a licznik zbiórki mknie jak szalony! Inicjatywa, za którą stoi popularny internetowy twórca Łatwogang, rozgrzała polski internet do czerwoności. Uczestnicy tego niesamowitego zrywu zebrali gigantyczne kwoty.

Zebrane pieniądze zasilają bezpośrednio konto, którym zarządza Fundacja Cancer Fighters. To niesamowite pospolite ruszenie przybiera różne, często ekstremalne formy wsparcia, takie jak masowe golenie głów na łyso w geście solidarności z chorymi maluchami. Anna Starmach nie mogła przejść obojętnie wobec takiej inicjatywy. Sama dorzuciła swoją finansową cegiełkę i ze wzruszeniem zwróciła się do rzeszy wpłacających internautów.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co robi Łatwogang- a tak naprawdę tego, co robicie Wy wszyscy, co robi cały polski internet. Wierzę, że uda się uzbierać 100, a nawet 200 milionów - sama też dorzuciłam swoją cegiełkę. Ale najbardziej chce wierzyć w jedno - że mali i duzi pacjenci onkologiczni jak najszybciej wrócą do domu. Tak jak ja kiedyś wróciłam z moją córeczką

zdjęcie córki Anny Starmach - dziewczynka stoi tyłem na szpitalnym korytarzu instagram.com/ania_starmach

Anna Starmach wspiera Fundację Cancer Fighters. Internauci poruszeni wyznaniem gwiazdy

Słowa gwiazdy błyskawicznie wywołały lawinę w internecie, a wśród tysięcy komentarzy pojawił się wpis, który dosłownie odbiera mowę. Głos zabrała matka małej Igi, która spotkała przerażoną jurorkę kulinarną na szpitalnym korytarzu. Ten jeden szczegół zmienia wszystko w postrzeganiu gwiazdy – dowodzi, że mimo własnej tragedii i paniki, potrafiła dać ciepło zupełnie obcej kobiecie.

Miałam okazje Panią wtedy poznać. Byłam z Igą chorą na neuroblastomę. Byliśmy na etapie planowania końca leczenia. Pewnie już Pani nas nie kojarzy, ale na odchodne na korytarzu, jak mąż odbierał nas do domu powiedziała mu Pani kilka słów, że ma ogromny skarb i wspaniałą żonę. Oby o nas dbał. Nawet nas Pani praktycznie nie znała, a te kilka słów zadziałało na mnie jak balsam. Wasza historia nie była kontynuowana na tym oddziale i super! A dla nas kilka dni z Panią która mimo swoich niepewnych dni chciała dać również nam coś miłego, były światełkiem w szarej rzeczywistości. Zdrówka dla całej rodziny!

Porażające historie płyną z każdej strony od poruszonych internautów. O swoim mrocznym doświadczeniu opowiedziała kolejna matka, która trafiła tam na zaledwie jeden dzień ze względu na brak miejsc na innych oddziałach po wypadku syna. "Widok tych walczących dzieci i rodziców pozostaje ze mną do końca życia" – napisała wstrząśnięta kobieta. Skala bólu w tych placówkach jest po prostu niewyobrażalna.

W komentarzach głos zabrał bezpośrednio Mateusz Marek – stand-uper pracujący jako klown medyczny. To właśnie on i fundacja Czerwone Noski wnoszą choć odrobinę uśmiechu w to miejsce pełne strachu. Artysta w swoim emocjonalnym wpisie nie owijał w bawełnę, oddając hołd wszystkim drobnym pacjentom oraz personelowi.

Byłem na onkologii przynajmniej setkę razy... Jestem tu na trzecim zdjęciu jako klown medyczny - pracownik fundacji czerwonenoski te wszystkie dzieciaki, oczywiście wszystkie powinny być w domu. Zawsze ogromy szacunek dla rodziców, personelu, wszystkich którzy tam o nich i dla nich walczą. Także tym bardziej dla tych, którzy teraz też obejmują ich troska, dla wszystkich, którzy wpłacają na zbiórkę i wszystkich, którzy opiekują się nimi każdego dnia, niosą im radość, nadzieję i zdrowie!

Anna Starmach i Piotr Kusek — historia miłości. "Umówiliśmy się na kawę, ale rozmawiało się tak dobrze, że poszliśmy na kolację"
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama