To miał być kolejny etap walki o zdrowie, ale rzeczywistość okazała się wyjątkowo bolesna. Anita Szydłowska zdecydowała się na bolesną szczerość i opowiedziała o tym, jak zwiększona dawka chemii wyniszcza organizm Adriana Szymaniaka. Stan uczestnika "Ślubu od pierwszego wejrzenia" jest na tyle poważny, że brakuje mu sił na najprostsze czynności.
Anita Szydłowska przerywa milczenie. "Nie ma sił nawet rozmawiać"
Fani pary ze Ślubu od pierwszego wejrzenia od kilku dni wyczuwali, że dzieje się coś złego. Media społecznościowe Anity i Adriana zamilkły, a cisza w przypadku walki z glejakiem IV stopnia rzadko zwiastuje dobre wieści. Niestety, najgorsze przeczucia znalazły odzwierciedlenie w faktach.
Po dniach niepokojącej ciszy, Anita Szydłowska opublikowała na InstaStory wyznanie, które rozdziera serce:
Dużo osób pewnie zastanawia się, co u nas słychać i skąd ta cisza. Nie ma co ściemniać, że jest w porządku, bo niestety kolejna, zwiększona dawka chemii dała się Adrianowi mocno we znaki. Jest osłabiony, dużo śpi, nie ma apetytu i nawet sił rozmawiać. Wyniki krwi są dobre, to naturalna reakcja organizmu i musi się zregenerować, więc dbamy o niego najmocniej, jak się da!
Obraz, jaki wyłania się z relacji żony, jest porażający. Adrian Szymaniak jest skrajnie wyczerpany leczeniem, choć lekarze uspokajają – to "naturalna reakcja" organizmu, który toczy morderczy bój o przetrwanie. Każdy dzień jest teraz dla rodziny walką o regenerację sił.
Anita Szydłowska/instagram
Glejak IV stopnia nie odpuszcza. Adrian Szymaniak apeluje do Polaków
Sytuacja jest dramatyczna. Po dwóch operacjach i wykryciu w styczniu nowej, dwumilimetrowej zmiany, Adrian musiał sięgnąć po najcięższy kaliber leczenia, w tym terapię sprzętem TTF. Ale walka z rakiem to nie tylko ból fizyczny. To także zderzenie z bezdusznym systemem.
Rzeczywistość okazała się brutalna: lata odprowadzania składek nie zagwarantowały mu dostępu do pełnego leczenia. Adrian Szymaniak musiał przełamać się i poprosić internautów o wsparcie, bo nowoczesna medycyna w Polsce bywa luksusem dostępnym tylko dla tych, którzy mają pieniądze.
Wiele osób żyje z diagnozą przez lata. Walczy po cichu, albo całkiem głośno. Czasem nie mają wyboru – leczenie nie jest refundowane, mimo lat odprowadzania składek. Muszą prosić o pomoc, jak ja, choć to wcale nie jest łatwe.
Mimo ogromnego cierpienia, uczestnik show apeluje o empatię. Przypomina, że nowotwór to podstępny wróg, którego nie zawsze widać na pierwszy rzut oka.
Gdybyś dziś zobaczył mnie na spacerze z rodziną, prawdopodobnie nie powiedziałbyś, że zmagam się z jednym z najgorszych nowotworów. Dlatego nie oceniajmy. Nie zakładajmy. Jednego dnia mam mnóstwo sił. Innego — nie mam ich wcale. Tak wygląda choroba.
Mały promyk nadziei w cieniu tragedii. Nowy członek rodziny
W tym morzu bólu, lęku i niepewności, rodzina szuka choćby najmniejszych powodów do uśmiechu. Gdy tata walczy o życie i nie ma sił wstawać z łóżka, dzieci potrzebują odrobiny normalności i radości. Dlatego w ich domu pojawił się nowy domownik – chomik Tuptuś.
Historia ta ma jednak słodko-gorzki wymiar, który wyciska łzy z oczu. Poprzedni pupil rodziny, Stitch, odszedł niedawno właśnie z powodu nowotworu. To bolesna, emocjonalna klamra spinająca losy rodziny. Teraz, patrząc na nowego zwierzaka, wszyscy mają nadzieję, że w przypadku Adriana finał tej nierównej walki będzie zupełnie inny, a Adrian ze Ślubu od pierwszego wejrzenia pokona chorobę.