Dla fanów zawsze była symbolem siły i niespożytej energii, ale prawda, którą ukrywała za kulisami, okazała się znacznie smutniejsza. Małgorzata Ostrowska, ikona polskiego rocka, wciąż przeżywa żałobę po stracie ukochanego męża. Choć na scenie wciąż zachwyca, w domowym zaciszu mierzy się z ogromną pustką. W poruszającym wywiadzie artystka wyznała, dlaczego za wszelką cenę stara się wymazać z pamięci ostatnie chwile życia Jacka Gulczyńskiego.
Bolesne wyznanie w "Halo tu Polsat": "Nie chcę pamiętać ostatnich momentów"
Gdy w grudniu 2025 roku media obiegła informacja, że Małgorzata Ostrowska w żałobie. Przekazała tragiczną wiadomość, zmarł jej ukochany mąż, fani pogrążyli się w żałobie wraz ze swoją idolką. Nikt nie przypuszczał, że za zamkniętymi drzwiami Hospicjum Palium w Poznaniu rozgrywał się dramat, o którym Małgorzata Ostrowska dopiero teraz zdecydowała się opowiedzieć w programie "Halo tu Polsat".
Artystka, znana z takich przebojów jak "Szklana pogoda" czy "Meluzyna", nie ukrywa, że proces żałoby jest dla niej emocjonalnym rollercoasterem. Aby przetrwać najgorsze chwile, wokalistka przyjęła strategię obronną polegającą na całkowitym wypieraniu traumatycznych obrazów choroby, która zabrała jej ukochanego.
Nie chcę pamiętać ostatnich momentów, nie chcę pamiętać ostatniego okresu. Mało tego, bardzo szybko w domu starałam się wyprzeć chorobę, wyprzeć te złe wspomnienia. Ja wolę pamiętać Jacka z czasów, kiedy mnie zafascynował, kiedy było nam fajnie, kiedy był pięknym, młodym, atrakcyjnym, przystojnym, bardzo dowcipnym mężczyzną.
Gwiazda podkreśla, że woli wracać myślami do czasów, gdy jej mąż miał długie włosy i był pełen życia. To mechanizm, który pozwala jej zachować w sercu obraz mężczyzny, w którym się zakochała, a nie pacjenta wyniszczonego przez cierpienie.
Fot. Piętka Mieszko/AKPA
Ostatnie pożegnanie w Lesie Pamięci. Kim był ukochany artystki?
Jacek Gulczyński nie był tylko towarzyszem życia gwiazdy. To on stał za jej sukcesem wizualnym, kreując wizerunek drapieżnej rockmenki, a dziś pozostała po nim pustka, której nie da się wypełnić. Był wszechstronnym artystą: malarzem, grafikiem i cenionym fotografikiem. To właśnie on stworzył jej najpopularniejsze portrety, które przeszły do historii polskiej muzyki.
Był niezwykle utalentowanym Artystą: malarzem, grafikiem i fotografikiem. Współpracował z szerokim środowiskiem artystycznym Poznania.
Pożegnanie artysty było równie nietuzinkowe i wzruszające, jak ich wspólne życie. Pogrzeb odbył się 11 grudnia na Cmentarzu Junikowskim w Poznaniu. Śmierć męża Małgorzaty Ostrowskiej zamknęła pewien rozdział, ale miejsce jego spoczynku daje nadzieję na nowy rodzaj obecności. Prochy Jacka Gulczyńskiego spoczęły w wyjątkowym miejscu — w Lesie Pamięci. To ekologiczna i poetycka forma pochówku, gdzie biodegradowalne urny zakopywane są bezpośrednio w ziemi, wśród korzeni drzew, co idealnie wpisuje się w artystyczną duszę zmarłego.
facebook.com/GlosWielkopolski
Scena jako jedyne lekarstwo na ból. Syn jest jej opoką
Wiele osób zastanawiało się, skąd artystka czerpie siłę, by tuż po tragedii planować jubileuszową trasę koncertową. Okazuje się, że dla wokalistki zespołu Lombard praca jest formą najskuteczniejszej terapii. Artystka przyznaje, że funkcjonuje w dwóch równoległych rzeczywistościach — tej domowej, przepełnionej smutkiem, i tej scenicznej, gdzie musi być wulkanem energii.
Ciężki moment za mną, ale wracam do pracy, bo to moje życie równoległe i prawdziwe. Te dwie osoby - ja domowa i ja na scenie, różnimy się, ale obie są sobą i są spójne. To pewne antidotum, ponieważ to moje równoległe życie, co nie oznacza, że nie jest ono prawdziwe.
W tych trudnych chwilach Małgorzata Ostrowska nie jest sama. Jej syn, który gra u niej w zespole na gitarze, jest dla niej największą kotwicą w morzu smutku. Wspólne występy i obecność dziecka na scenie dają jej poczucie bezpieczeństwa, którego teraz tak bardzo potrzebuje.
Pomaga mi oczywiście muzyka i moi przyjaciele. Mój syn, który gra u mnie w zespole na gitarze. Są moim oparciem. Spotkania z ludźmi podczas trasy koncertowej dają mi życie.
45-lecie pracy scenicznej Małgorzaty Ostrowskiej w 2026 roku będzie zatem nie tylko wielkim świętem muzyki, ale przede wszystkim triumfem życia i pasji nad bolesną stratą.