Robert M., 62-letni kierowca polskiego autokaru, przechodzi przez najtrudniejsze chwile w swoim życiu. Po tragicznej katastrofie na Węgrzech, w której zginęło 12 osób, mężczyzna usłyszał zarzuty i trafił za kraty aresztu w Miszkolcu. Choć węgierski wymiar sprawiedliwości pozostaje nieugięty, w ojczyźnie ruszyła lawina pomocy, która w kilka dni przyniosła ponad 170 tysięcy złotych.
- Węgierski sąd odwoławczy pod koniec sierpnia utrzymał 30-dniowy areszt dla 62-letniego Roberta M.
- Do tragicznego zdarzenia doszło na autostradzie M3 w pobliżu Mezőkeresztes. W katastrofie zginęło 12 osób
- Kierowca usłyszał już zarzuty. Prokuratura zarzuca mu nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym
- Internetowa zbiórka na pomoc prawną i psychologiczną dla kierowcy do 26 sierpnia przekroczyła 170 tysięcy złotych
Decyzja węgierskiego sądu w sprawie kierowcy
Na terenie Węgier przebywa obecnie 62-letni kierowca autokaru Robert M. Sąd w Miszkolcu zastosował wobec mężczyzny środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu na okres 30 dni, który potrwa do 18 września 2026 roku. Prokuratura postawiła panu Robertowi zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym.
Obrońcy aresztowanego starali się o zmianę środka zapobiegawczego. Jednak w minioną środę, 26 sierpnia 2026 roku, węgierski sąd odwoławczy podtrzymał wcześniejsze postanowienie. Robert M. musi pozostać w odosobnieniu. Śledczy badający sprawę biorą pod uwagę zaśnięcie mężczyzny za kierownicą jako jedną z prawdopodobnych przyczyn tragedii.
Do dramatycznych chwil doszło 16 sierpnia 2026 roku około godziny 1:00 w nocy na autostradzie M3 niedaleko miejscowości Mezőkeresztes. W wyniku uderzenia pojazdu śmierć poniosło 12 pasażerów wracających z wyjazdu. W szpitalach na Węgrzech, w Egerze i Miszkolcu, wciąż pozostaje troje najbardziej poszkodowanych pasażerów.
x.com
Solidarność internautów i zbiórka na pomoc dla kierowcy
Gdy do Polski dotarły wieści o zatrzymaniu i dramatycznym stanie psychicznym 62-latka, jego bliscy postanowili działać. Rodzina kierowcy założyła na platformie Pomagam.pl zbiórkę pod nazwą "Wspieramy Roberta, kierowcę autokaru z wypadku na Węgrzech". Początkowy cel wyznaczono na kwotę 200 tysięcy złotych.
Reakcja rodaków przeszła najśmielsze oczekiwania organizatorów. W ciągu zaledwie kilku pierwszych dni licznik wpłat wskazał ponad 170 tysięcy złotych. Polacy pokazali ogromne serce, a widok wpłat sprawia, że serce rośnie.
Rodzina planuje przeznaczyć zebrane środki na opłacenie pomocy prawnej i zdrowotnej. W opisie zbiórki bliscy mężczyzny precyzyjnie wyjaśnili, na co zostaną spożytkowane pieniądze.
Jako rodzina chcemy zapewnić też Robertowi jak najlepszą pomoc w tym trudnym czasie. Przede wszystkim chcemy zapewnić mu profesjonalną pomoc psychologiczną oraz wsparcie tłumacza
Dodatkowo fundusze posłużą opłaceniu profesjonalnej obrony prawnej, sporządzeniu niezależnych opinii biegłych oraz ewentualnemu wynajęciu mieszkania na Węgrzech, gdyby sąd przychylił się do wniosku o areszt domowy.
zdjęcie ilustracyjne - Pixabay
CZYTAJ TAKŻE: "Krew spływała mi do oczu". Drugi kierowca przerywa milczenie po tragedii na Węgrzech
Wsparcie środowiska zawodowego dla 62-letniego kierowcy
Pod zrzutką dla Roberta M. pojawiły się setki pełnych empatii komentarzy. Szczególnym głosem przemówili inni kierowcy zawodowi, którzy doskonale rozumieją specyfikę i niewyobrażalną odpowiedzialność związaną z pracą na trasie. W ich oczach oskarżony zmaga się z potężnym ciężarem, który naznaczy go do końca życia.
Poruszający wpis zostawił pan Piotr, który sam od lat zasiada za kółkiem i postanowił podnieść kolegę po fachu na duchu.
Panie Robercie też jestem kierowcą w Pana wieku i wyobrażam sobie, co Pan teraz czuję. Trzeba być dobrej myśli. Niestety my jesteśmy bardzo narażeni na takie sytuacje. Nikt oprócz nas nie jest w stanie tego zrozumieć
Krótkich, ale niezwykle mocnych słów otuchy nie szczędził także inny użytkownik, pan Gerard.
Robert! Trzymaj się
Dla setek tysięcy Polaków, którzy z zapartym tchem śledzą doniesienia z Węgier, sprawa ma wymiar wielkiego ludzkiego dramatu. Z jednej strony pozostaje ból po stracie 12 ofiar wypadku, a z drugiej współczucie dla załamanego psychicznie aresztowanego. Lawina solidarności rodaków pokazuje, że nikt nie chce zostawić go samego.
Tło wydarzeń: śledztwo i tragiczny bilans
Tymczasem rodziny ofiar muszą zmierzyć się z uroczystym, ale rozdzierającym serca pożegnaniem bliskich. W minioną środę ciała 12 ofiar zostały przetransportowane do Polski dwoma wojskowymi samolotami CASA. Maszyny wylądowały w Krakowie, gdzie w czwartek i piątek, 27 i 28 sierpnia, w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego przeprowadzane są sekcje zwłok. Pierwsze pogrzeby zaplanowano na sobotę.
Sprawa wciąż pozostaje w toku. Prokuratura Okręgowa w Krośnie skierowała do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka wniosek o przejęcie ścigania od strony węgierskiej. Uzasadniono to polskim obywatelstwem zarówno podejrzanego, jak i wszystkich pokrzywdzonych. Dla rodziny aresztowanego Roberta M. to nadzieja, że postępowanie toczyć się będzie bliżej domu i bliskich.