Maja Chwalińska jest bez wątpienia najgorętszym sportowym nazwiskiem ostatnich dni. Po wyczerpującym i historycznym występie na kortach Roland Garros, tenisistka awansowała w najnowszym rankingu WTA na fenomenalne 21. miejsce. Jej niesamowity marsz od eliminacji aż do finału w Paryżu przyniósł jej kosmiczną premię rzędu blisko 6 milionów złotych, co sprawia, że w zaledwie trzy tygodnie podwoiła swoje zarobki z całej dotychczasowej kariery.
Maja Chwalińska w najnowszym rankingu WTA
Maja Chwalińska oficjalnie wdarła się do światowej elity, co potwierdzają najświeższe dane opublikowane przez WTA. Po paryskich zmaganiach awansowała aż o 93 pozycje i zajmuje obecnie 21. miejsce. To najwyższa lokata w jej dotychczasowej karierze. WTA przyznało jej tytuł zawodniczki z największym awansem i wyeksponowało ją na stronie głównej obok Aryny Sabalenki jako "twarz tygodnia". Gigantyczny skok widać również w zestawieniu WTA Race, które wyłania uczestniczki kończącego sezon turnieju WTA Finals. Polka plasuje się w nim na 14. pozycji, podczas gdy Iga Świątek zajmuje 11. miejsce.
wta.tennis.com/rankingssingles
Ile zarobiła Maja Chwalińska za finał w Paryżu
Za dotarcie do samego szczytu drabinki we Francji na jej konto wpłynęła potężna kwota. Otrzymała premię w wysokości 1,4 miliona euro brutto, co w przeliczeniu daje około 6 milionów złotych. Skala tego zarobku uderza najmocniej, gdy zestawimy ją z wcześniejszymi osiągnięciami. Według oficjalnych danych, przed startem tegorocznego Roland Garros Maja Chwalińska zarobiła w swojej całej karierze z tytułu premii 864 tysiące dolarów (około 3,2 miliona złotych). W ciągu zaledwie trzech tygodni jako "Kopciuszek" podwoiła swoje życiowe wpływy. Zgarnęła w Paryżu właśnie taką sumę, a imponujący przelew pewnie wszedł na rachunek szybciej, niż trwał sam decydujący mecz.
Mirra Andreeva i Maja Chwalinska / Fot. instagram.com/rolandgarros
Historyczny finał Roland Garros i bajka o Kopciuszku
Podczas finału rozegranego w miniony weekend na słynnym korcie centralnym im. Philippe’a Chatriera wydarzyła się prawdziwa tenisowa bajka. Polka na stałe zapisała się w księgach rekordów. Została pierwszą zawodniczką w historii, która zagrała w finale Roland Garros po przebiciu się przez kwalifikacje. Ostatecznie przegrała ten decydujący mecz z rewelacyjną Rosjanką Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6, a całe spotkanie trwało zaledwie godzinę i 22 minuty. Nikt jednak w kraju nie robił z tego dramatu. W dniu meczu, na antenie TVN24, sytuację ocenił Maciej Łosiak. Redaktor naczelny Tenis Magazyn tak podsumował ten występ:
To nie jest żadne rozczarowanie, to nie jest żaden niedosyt. To jest ogromny sukces Mai i wszystkich, którzy z Mają pracowali i do tego sukcesu się przyczynili. To motto, które jest na korcie Philippe-Chatrier, czyli zwycięstwo należy do najbardziej wytrwałych, pasuje jak ulał do całego występu Mai Chwalińskiej podczas Roland Garros.
Sama wicemistrzyni również zaprezentowała fantastyczne poczucie humoru i niesamowitą klasę tuż po przegranej walce, podczas oficjalnej ceremonii wręczenia pucharów. Maja z uśmiechem i dystansem zwróciła się wówczas do paryskiej publiczności:
Przepraszam, że nie zobaczyliście lepszego meczu, ale to wina Mirry. Ja starałam się dać z siebie wszystko, ale ona nie pozwoliła mi dzisiaj na zbyt wiele. Szczerze gratuluję Mirrze, bo dzisiaj była zdecydowanie lepsza. Jest taka młoda i utalentowana, co jest bardzo denerwujące. Te trzy tygodnie były dla mnie bardzo wyczerpujące, ale przyniosły mi wiele radości. Paryż na zawsze będzie w moim sercu.
instagram.com/majachwalinska
Dawid Podsiadło zadedykował piosenkę Mai Chwalińskiej
Wielki sukces sportowy natychmiast wybił Maję na orbitę ogólnopolskiej popkultury. Niedługo po zakończeniu paryskiego szaleństwa, podczas gigantycznego koncertu na Stadionie Śląskim w Chorzowie, na piękny gest zdecydował się jeden z najważniejszych artystów w kraju. Dawid Podsiadło, wiedząc, że na trybunach zasiada nasza nowa wicemistrzyni, wstrzymał na moment swój występ. Ze sceny spojrzał w stronę publiczności i poprosił tłum o pomoc:
Dla niektórych szalone trzy tygodnie. Chorzów zróbcie wielki hałas dla Mai Chwalińskiej! Obiecałem Mai i obiecałem w telewizji, więc średnio się mogę z tego wycofać. Wiem, że nie ustaliliśmy tego wcześniej, ale jeżeli mogę was prosić o głośne sto lat dla Mai.
Słowa wokalisty sprawiły, że 90 tysięcy fanów wspólnie odśpiewało na całe gardło "Sto lat". Taki moment totalnego uwielbienia i szczerych emocji musi smakować równie dobrze, co wielomilionowy czek odebrany z rąk organizatorów na francuskiej mączce.