Stanisława S., chrzestna Tomasza Komendy, została odnaleziona martwa w swoim mieszkaniu we Wrocławiu, choć wcześniej lokal był dwukrotnie otwierany przez rodzinę i administrację. Policja zakończyła właśnie wewnętrzne śledztwo, które miało wyjaśnić, dlaczego zmumifikowane zwłoki kobiety leżały niezauważone przez wiele miesięcy. Kontrola wykazała, czy funkcjonariusze dopełnili procedur podczas trwających od maja poszukiwań.
Zaginięcie Stanisławy S. we Wrocławiu
Stanisława S. oficjalnie została uznana za zaginioną na początku maja 2025 roku. To właśnie wtedy zaniepokojona rodzina, po całkowitej utracie kontaktu z kobietą, postanowiła zgłosić sprawę odpowiednim służbom. W ramach standardowych procedur policja nie tylko sprawdzała szpitale, ale również pobrała profil DNA od członka rodziny, by wprowadzić go do bazy danych osób zaginionych. Poszukiwania prowadzone przez organy ścigania nie przynosiły jednak żadnego rezultatu, a o losach zaginionej nie było absolutnie żadnych informacji przez kolejne miesiące.
Prawdziwy wstrząs budzi jednak chronologia zdarzeń poprzedzających formalne zawiadomienie mundurowych. Zanim bliscy zgłosili zaginięcie na policję, w mieszkaniu kobiety rozegrały się sytuacje, które rzucają zupełnie nowe, mroczne światło na tę tragiczną historię. Lokal nie stał bowiem całkowicie pusty i odizolowany. Informacje o wcześniejszych wejściach do mieszkania potęgują dramatyzm tej sprawy.
AKPA
Dlaczego nie znaleziono ciała Stanisławy S. podczas wymiany zamków i dezynsekcji?
Na ponad miesiąc przed oficjalnym zgłoszeniem zaginięcia, mieszkanie Stanisławy S. przy ulicy Strzegomskiej zostało komisyjnie otwarte w celu wymiany zamków. W tej rutynowej czynności uczestniczyli zarówno pracownicy lokalnej administracji, jak i członkowie rodziny kobiety. Zdumiewający jest fakt, że nikt z obecnych nie znalazł wówczas wewnątrz najmniejszych śladów zwłok.
Niezrozumiała sytuacja powtórzyła się miesiąc później. 29 kwietnia 2025 roku lokal został otwarty po raz drugi, tym razem w celu przeprowadzenia dezynsekcji. W pracach wewnątrz ponownie obecna była rodzina. Bliscy znajdowali się w mieszkaniu i, jak wykazały ustalenia, przeglądali rzeczy osobiste zaginionej kobiety. Mimo tak bliskiej obecności i przeszukiwania dobytku, również wtedy nikt nie zauważył niczego podejrzanego.
Wyniki wewnętrznego śledztwa policji
Makabryczny przełom w sprawie cioci Tomasza Komendy. nastąpił dopiero 8 grudnia 2025 roku. Pracownicy Zarządu Zasobu Komunalnego prowadzili wówczas w mieszkaniu przy ulicy Strzegomskiej prace polegające na opróżnianiu lokalu. Podczas tych działań odnaleźli zmumifikowane ciało kobiety. Szokujące ustalenia medialne przekazane po odnalezieniu zwłok sugerują, że Stanisława S. mogła nie żyć nawet od około dwóch lat przed momentem odkrycia jej ciała.
Po grudniowym odkryciu w naturalny sposób zrodziły się pytania o skuteczność działań poszukiwawczych. Dlaczego policja nie przeszukała wnikliwie lokalu zaraz po majowym zgłoszeniu? W toku postępowania wyjaśniającego wskazano jasną przyczynę. Funkcjonariusze odstąpili od ponownego sprawdzenia mieszkania po zgłoszeniu zaginięcia, ponieważ oparto się na informacjach o wcześniejszym, dwukrotnym wejściu do lokalu w marcu i kwietniu przez administrację i rodzinę, którzy nie znaleźli tam zwłok.
Wobec narastających wątpliwości opinii publicznej, podjęto decyzję o weryfikacji działań Komisariatu Wrocław-Stare Miasto. Wewnętrzne śledztwo policji ostatecznie wykazało, że czynności poszukiwawcze były prowadzone zgodnie z wszelkimi wytycznymi i nie stwierdzono poważnych uchybień w procedurach. Oficjalne stanowisko służb w tej sprawie przekazała podkomisarz Aleksandra Freus z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu, wypowiadając się dla gazety "Fakt".
Nie stwierdzono poważnych uchybień w działaniach Komisariatu Wrocław-Stare Miasto.