Artur Barciś w 10. odcinku programu "Kuba Wojewódzki" wrócił pamięcią do katorżniczej pracy w USA pod koniec lat 80. Aktor zaledwie miesiąc po ślubie wyjechał do Nowego Jorku, gdzie przez sześć tygodni po 16 godzin na dobę zeskrobywał trujący azbest w wieżowcach. Za zarobione dolary kupił wymarzonego malucha i wykupił mieszkanie, ale ceną była samotność i łzy.
Praca Artura Barcisia przy usuwaniu azbestu w USA
67-letni Artur Barciś nie ukrywał emocji, opisując technologię zrywania niebezpiecznego materiału. Gwiazdor pojawił się w 10. odcinku programu TVN u boku Ewy Błachnio i opowiedział o ekstremalnym epizodzie ze swojej młodości. Okazuje się, że w Nowym Jorku wzrost amanta nie był w cenie — Barciś wygrał casting na pracownika kotłowni tylko dlatego, że jako jedyny mieścił się między rurami.
Aktor musiał przestrzegać rygorystycznych zasad bezpieczeństwa, a wielogodzinna zmiana odbywała się w pełnym rynsztunku. Zakładał specjalne kombinezony oraz maski, które miały chronić jego płuca przed wdychaniem toksycznego pyłu. Sama technologia usuwania tego niebezpiecznego materiału wymagała nie tylko ogromnego nakładu sił, ale też żelaznej cierpliwości.
A zatrudnili mnie tylko dlatego, że byłem malutki i potrafiłem wejść między te rury w tych kotłowniach i ten azbest zdzierać. Najpierw go taką sikawką zmoczyć, a potem zdzierać szpachelką do tych worków. To była praca strasznie ciężka, po 16 godzin na dobę.
Jacek Kurnikowski/AKPA
CZYTAJ TAKŻE: Zamiast spowiedzi – luksusowy urlop. Gwiazdy ostro o Kościele w Wielkanoc
Trudna rozłąka z żoną zaraz po ślubie
Świeżo upieczony mąż Artur Barciś wyjechał do Stanów Zjednoczonych w wyjątkowo delikatnym momencie swojego życia prywatnego. Zaledwie miesiąc wcześniej stanął na ślubnym kobiercu i przysięgał miłość swojej ukochanej żonie, Beacie. Swój miesiąc miodowy spędził jednak nie w romantycznym, luksusowym kurorcie, ale w ciemnych, dusznych piwnicach obcego miasta, tysiące kilometrów od domu.
Katorżnicza praca po kilkanaście godzin dziennie, w połączeniu z przytłaczającą tęsknotą, potrafiła złamać hart ducha. Wtedy wielki świat i nowojorskie drapacze chmur wcale nie wydawały się pociągające dla osamotnionego imigranta.
To była bardzo ciężka, fizyczna praca, że tego nigdy do końca życia nie zapomnę. I pamiętam, jak płakałem sam w kotłowni jakiegoś drapacza chmur.
AKPA
Zarobki w Nowym Jorku a powrót do Polski
Zmotywowany Artur Barciś przetrwał potworny wysiłek, ponieważ przed oczami miał bardzo jasny, finansowy cel, który w tamtych realiach wydawał się wręcz magiczny. Dysproporcja między wynagrodzeniami w Nowym Jorku a w komunistycznej Polsce była wprost nierealna i trudna dziś do wyobrażenia. Zaledwie jedna godzina zeskrobywania toksycznego azbestu z rur stanowiła równowartość około tygodnia pracy w jego ojczyźnie.
Ale opłacało się. Szczególnie, że byłem miesiąc po ślubie. Tak strasznie tęskniłem za domem. Byłem w Nowym Jorku wśród obcych zupełnie ludzi, ale była jedyna nadzieja. Wiedziałem, że jestem tam tylko na wakacje i że wrócę. A jak wrócę, to wiesz, każda godzina tej pracy przeliczała mi się na złotówki.
Ostatecznie cały nowojorski wyjazd trwał równe sześć tygodni, z czego ostatni z nich aktor spędził, ładując artystyczne akumulatory na słynnym Broadwayu. Pieniądze przywiezione w dolarach zza oceanu pozwoliły jemu i jego żonie wykupić odziedziczone po babci mieszkanie komunalne. Co więcej, młodzi małżonkowie spełnili wielkie marzenie – zakupili na własność pachnącego nowością Fiata 126p, czyli kultowego "malucha".