36-letni poseł Łukasz Litewka zginął tragicznie 23 kwietnia 2026 roku na ulicy Kazimierzowskiej w Sosnowcu. Parlamentarzysta został potrącony przez Mitsubishi Colt, którym kierował 57-letni Sławomir Z. Choć mężczyzna usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, najnowsza decyzja Sądu Okręgowego w Sosnowcu o uchyleniu środków zapobiegawczych zaskoczyła wielu. Teraz sąsiedzi ujawniają, co dzieje się z podejrzanym.
Sąd Okręgowy w Sosnowcu wydał decyzję ws. Sławomira Z.
Sławomir Z., który usłyszał zarzut z artykułu 177 par. 2 Kodeksu karnego, nie jest już objęty żadnymi środkami zapobiegawczymi. Taką decyzję podjął 12 maja 2026 roku Sąd Okręgowy w Sosnowcu podczas posiedzenia odwoławczego. Sędziowie uznali, że na obecnym etapie postępowania nie istnieją przesłanki, które nakazywałyby dalsze stosowanie aresztu czy innych ograniczeń wolności wobec 57-latka. Mężczyzna, któremu grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia, czeka na proces w domu.
Wcześniej, 28 kwietnia 2026 roku, podejrzany opuścił areszt tymczasowy po wpłaceniu poręczenia majątkowego w wysokości 40 tysięcy złotych. Od tego czasu śledczy z Prokuratury Rejonowej w Dąbrowie Górniczej oraz Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu badają każdy szczegół tragicznego popołudnia. Szczególną uwagę poświęca się stanowi świadomości kierowcy w chwili uderzenia.
„Mój klient twierdzi, że pamięta jazdę do pewnego czasu, a później już moment, w którym znalazł się obok drogi z rozbitym samochodem” — Dariusz Kawalec, obrońca Sławomira Z.
Wiki Commons
Tragiczny wypadek posła Łukasza Litewki na ulicy Kazimierzowskiej
Łukasz Litewka stracił życie 23 kwietnia 2026 roku około godziny 13:00. Dramat rozegrał się na odcinku łączącym Sosnowiec z Dąbrową Górniczą. Poseł poruszał się na rowerze, jadąc z naprzeciwka. Nagle kierowca samochodu marki Mitsubishi Colt zjechał na przeciwległy pas ruchu, co doprowadziło do tragicznego w skutkach zderzenia czołowego. Siła uderzenia była ogromna, a obrażenia, jakich doznał 36-letni polityk, okazały się śmiertelne.
Wyniki przeprowadzonej sekcji zwłok Łukasza Litewki nie pozostawiły złudzeń co do bezpośredniej przyczyny zgonu parlamentarzysty. Był nią obfity krwotok, wywołany przerwaniem kluczowych arterii w kończynie dolnej. Choć pomoc nadeszła szybko, życia młodego posła nie udało się uratować. Biegli z zakresu wypadków drogowych, którzy badali miejsce zdarzenia na ulicy Kazimierzowskiej, zwrócili uwagę na mrożący krew w żyłach szczegół. Na jezdni nie zidentyfikowano żadnych śladów hamowania przed momentem uderzenia w rowerzystę. Sam pojazd, którym kierował Sławomir Z., był w pełni sprawny technicznie, w tym jego układy kierowniczy i hamulcowy.
Sławomir Z. przebywa na wolności. Żona i sąsiedzi o stanie mężczyzny
Sławomir Z. od czasu opuszczenia aresztu rzadko opuszcza swoje miejsce zamieszkania, a jego posesja przypomina w tych dniach prawdziwy dom-twierdzę. Sąsiedzi zwracają szczególną uwagę na nieustannie zasłonięte rolety w oknach, co ma prawdopodobnie odciąć podejrzanego od świata zewnętrznego i narastającego zainteresowania mediów. Co więcej, wbrew licznym krążącym plotkom o rzekomej ochronie, okoliczni mieszkańcy przyznają, że przed domem nie widzieli ani jednego policjanta czy radiowozu, który miałby zabezpieczać teren lub strzec rodziny 57-latka.
Mimo szczelnego zamknięcia, od czasu do czasu sąsiadom udaje się dostrzec oskarżonego. Ludzie, którzy obserwowali go w ostatnich dniach, rysują obraz człowieka całkowicie przybitego rozmiarem tragedii. Mężczyzna, który według prokuratorskich ustaleń mógł wcześniej stracić pracę jako zawodowy kierowca, obecnie sprawia wrażenie osoby nieobecnej, z trudem radzącej sobie z brutalną rzeczywistością po dramatycznym wypadku.
„Widziałem go na ławeczce przed domem. Był taki przygnębiony, aż żal było patrzeć na niego, wrak człowieka” — Sąsiad (rozmówca „Faktu”).
Podobne świadectwo wystawiła publicznie żona podejrzanego, która w telewizyjnym programie interwencyjnym starała się wyjaśnić stan swojego męża tuż przed wypadkiem. Według jej relacji, to tragiczne w skutkach zdarzenie nie było wynikiem złej woli, a nieszczęśliwym splotem okoliczności związanych z przemęczeniem męża. Prokuratura wciąż skrupulatnie weryfikuje kwalifikacje zawodowe mężczyzny i bada, czy jego ówczesny stan zdrowia w ogóle pozwalał na prowadzenie pojazdów w dniu, w którym zginął poseł Litewka.
„Mąż był przemęczony. Nie chciał tego zrobić. Nie zabiłby człowieka” — Żona Sławomira Z.