Janusz Dzięcioł wcale nie miał wystąpić w "Big Brotherze". Produkcja go nie chciała, teraz prawda wyszła na jaw

Janusz Dzięcioł wcale nie miał wystąpić w "Big Brotherze". Produkcja go nie chciała, teraz prawda wyszła na jaw

Janusz Dzięcioł wcale nie miał wystąpić w "Big Brotherze". Produkcja go nie chciała, teraz prawda wyszła na jaw

AKPA

Janusz Dzięcioł to postać, której nie trzeba przedstawiać fanom pierwszej edycji "Big Brothera". W momencie udziału w programie miał 47 lat i na co dzień był strażnikiem miejskim z Grudziądza. Zgłosił się do telewizji i wygrał główne trofeum w show, które współprowadziła wówczas Martyna Wojciechowska. Mimo ogromnego sukcesu, casting do programu był dla niego prawdziwą drogą przez mękę, a producenci z firmy Endemol robili wszystko, by nigdy nie wszedł do domu Wielkiego Brata.

Reklama

Jan Walter z TVN kontra Endemol. Kulisy castingu Janusza Dzięcioła

Kiedy ruszała pierwsza edycja Big Brother, za zamkniętymi drzwiami stacji trwała potężna kłótnia. Twórcy formatu z Endemolu chcieli zamknąć w domu wyłącznie młodych, przebojowych i chętnych do skandali singli. Mieli wizję programu, w którym liczy się głośna zabawa oraz obyczajowe kontrowersje, podbijające słupki oglądalności. W ten nakreślony odgórnie obraz zupełnie nie wpisywał się 47-latek w mundurze.

Szczęka opada na widok kulis tej decyzji, bo zagraniczni decydenci stawiali "kategoryczny sprzeciw" i obawiali się klęski. Wtedy do akcji wkroczył Jan Walter TVN, ówczesny szef stacji, który uparł się na swoim. To on mocno forsował pomysł, by w wybranej grupie uczestników znalazł się "człowiek z innego świata". Cała historia telewizji TVN mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby dyrektor nie zaryzykował otwartej wojny z licencjodawcą.

janusz dzięcioł w koszulę w kratę AKPA

Dlaczego Janusz Dzięcioł wygrał Big Brothera?

Polacy przed telewizorami błyskawicznie zweryfikowali początkowe obawy zachodnich producentów programu. Starszy uczestnik, zamiast odstraszać młodą widownię, w mgnieniu oka stał się ulubieńcem całego kraju. W czasach, gdy inni domownicy próbowali intrygować i walczyć o czas antenowy, on po prostu rąbał drewno i rozmawiał z każdym jak równy z równym. Jego niesamowita naturalność i gigantyczny dystans do medialnego świata zadziałały na telewidzów jak magnes.

Nasz zwycięzca Big Brothera udowodnił całej branży rozrywkowej, że wcale nie trzeba robić wokół siebie sztucznego szumu. Polacy pokochali go za to, że nikogo przed kamerami nie udawał, a samo zwycięstwo w wielkim finale było już tylko formalnością. Mimo zdobycia głównej wygranej i gigantycznej rozpoznawalności na ulicach, po opuszczeniu programu nie poszedł drogą typowego, łaknącego uwagi celebryty. Zdecydował się na spokojne życie i mocno zaangażował w lokalną działalność samorządową w rodzinnym Grudziądzu.

Tragiczna śmierć Janusza Dzięcioła w 2019 roku

Niestety, los napisał dla pierwszego polskiego triumfatora tego formatu wyjątkowo mroczny scenariusz. Choć po wygranej strażnik miejski z Grudziądza stanowczo wycofał się z show-biznesu, publiczność wciąż miała do niego ogromny sentyment. Z tego powodu tragiczne informacje, które niespodziewanie obiegły media pod koniec 2019 roku, dosłownie wbiły wszystkich fanów w fotel.

Janusz Dzięcioł zginął w dramatycznym wypadku na przejeździe kolejowym w pobliżu swojego własnego domu. Zdarzenie miało miejsce na trasie, którą doskonałe znał i którą pokonywał niemal codziennie. Jego nagła i wstrząsająca śmierć zszokowała zarówno dawnych widzów stacji TVN, jak i lokalnych mieszkańców, dla których ciężko pracował przez ostatnie lata.

Edward Miszczak przerywa milczenie o Januszu Dzięciole

Po kilkudziesięciu latach od startu kultowego programu, jego twórcy wreszcie decydują się mówić wprost o tym, co działo się poza zasięgiem wszędobylskich kamer. Edward Miszczak, który doskonale znał głęboko skrywane kulisy castingu, niedawno odświeżył swoje wspomnienia. W szczerej rozmowie z Agnieszką Maciaszek dla "Tygodnika Interii" zdradził detale potężnego ryzyka, jakie stacja podjęła u zarania telewizji rozrywkowej.

To twardy dowód na to, że reality show Polska w dużej mierze zbudowano na odważnych i bardzo nieoczywistych decyzjach personalnych. Zwykły, pracujący na etat mężczyzna z prowincji udowodnił zagranicznym decydentom, że kompletnie nie znali gustów naszej rodzimej widowni. Dziś, gdy młodsi internauci pytają o to, kto wygrał Big Brothera, nazwisko Dzięcioła wśród starszych stażem telewidzów wciąż wywołuje ogromny, bezwarunkowy szacunek.

Wróżono mu wielką karierę. Po „Big Brotherze” zniknął na lata. Prawda o tym, co robi dziś, zwala z nóg
Źródło: instagram.com/513lato
Reklama
Reklama