Andrzej Poczobut, 53-letni dziennikarz i działacz polskiej mniejszości, po ponad pięciu latach opuścił piekło, jakim była kolonia karna w Nowopołocku. Został zatrzymany 25 marca 2021 roku w Grodnie, a świat usłyszał o jego uwolnieniu w ramach wielkiej wymiany więźniów między Polską, USA a Rosją i Białorusią.
Łagier w Nowopołocku i 167 dni w karcerze. Tak traktowano Andrzeja Poczobuta
Zatrzymany przez białoruską bezpiekę pod sfingowanymi zarzutami o rzekome podżeganie do nienawiści, Andrzej Poczobut trafił w miejsce, gdzie łamie się najtwardszych. To tam spotkał się z najczystszą formą bestialstwa. Jak relacjonuje Gazecie Wyborczej dziennikarz, zaraz po wejściu do łagru usłyszał przerażające krzyki katowanego więźnia. Obozowy kapo kazał nowo przybyłym głośno krzyczeć, by zagłuszyć wycie bitego. Poczobut jako jedyny odmówił.
Władze więzienia robiły wszystko, by zniszczyć go fizycznie. W karcerze zwanym szizo przetrzymywano go aż 167 dni. Władze celowo zmuszały go do spania na gołych deskach i egzystencji w potwornym zimnie.
Dwa lata żyłem przy otwartym oknie. Zima, lato. A w szizo, czyli w karcerze, nie miałem niczego. Spałem na deskach
Wiki Commons
Andrzej Poczobut w celi dla skazanych na śmierć. Szokujące słowa wiceszefa więzienia
W 2021 roku białoruskie służby poszły o krok dalej i osadziły dziennikarza w specjalnej części więzienia przeznaczonej wyłącznie dla osób skazanych na karę śmierci. Miała to być ostateczna tortura psychologiczna. Strażnicy nie ukrywali swoich zamiarów, a od wicenaczelnika więzienia Poczobut usłyszał zdanie, które brutalnie podsumowało zamiary oprawców:
Poczobut, nam nie chodzi o to, byś był martwy, tylko byś był żywy
- opowiada dla GW dziennikarz.
Reżim chciał upodlenia i całkowitego złamania woli, jednak dziennikarz stanowczo odpierał te ataki, mówiąc wprost: "Myśleli, że mnie od razu zastraszą, złamią, a ja się nie dałem". W najgorszych momentach wsparciem była dla niego Andżelika Borys, szefowa Związku Polaków na Białorusi. Gdy odwiedziła go w więzieniu, złożyła wniosek do dyktatora o ułaskawienie, a po wyjściu uspokoiła opinię publiczną słowami: "Andrzej wszystkich serdecznie pozdrawia, znajomych i nieznajomych".
Uwolnienie Andrzeja Poczobuta. Dlaczego dziennikarz początkowo odmówił wyjazdu do Polski?
Nocne przebudzenie, które przyniosło upragnioną wolność, wyglądało jak wyjęte z politycznego thrillera. O 3 nad ranem strażnicy zjawili się w celi i brutalnie kazali spakować skromny dobytek. Sam więzień spodziewał się najgorszego – myślał, że czeka go transport do kolejnego ciężkiego więzienia. Gdy usłyszał o deportacji, postawił twardy warunek.
Powiedzieli, ze mnie przenoszą. Ok, pomyślałem, że pojadę do ciężkiego więzienia w Mohylewie, nawet się ucieszyłem, bo tam lepsze warunki niż w Nowopołocku. Ale zdziwiło mnie, że kazali zabrać rzeczy. Gdy kagiebiści powiedzieli, że wyjeżdżam do Polski, odmówiłem. Kazałem zagwarantować, że będę mógł wrócić. Ściągnęli urzędnika administracji prezydenckiej, zadzwonili do polskiego chargé-d’affaires. Zapytałem, czy będę mógł wrócić na Białoruś. Potwierdził. Potwierdzili też białoruscy urzędnicy
To jednak nie był jedyny zwrot akcji w tej sensacyjnej wymianie. Kluczową rolę odegrał człowiek z bliskiego otoczenia Donalda Trumpa.
Ostry spór o zasługi i rola USA. Kogo Polska oddała w zamian za dziennikarza?
W bezprecedensowej wymianie więźniów brały udział Polska, USA, Rosja, Białoruś, Rumunia i Mołdawia. Oprócz Andrzeja Poczobuta wolność odzyskał polski zakonnik Grzegorz Gaweł. W zamian za Poczobuta Polska wydała rosyjskiego historyka i szpiega Aleksandra Butiagina. Swoją ulgę i podziw w sieci natychmiast wyraziła m.in. białoruska opozycjonistka Swiatłana Cichanouska, nazywając Polaka niezłomnym bohaterem wziętym jako zakładnik.
O ogromnej roli amerykańskiej dyplomacji przypomniał John Cole, specjalny wysłannik Białego Domu, który twardo postawił sprawę w Mińsku, uświadamiając reżimowi wizerunkowe straty. Na Łukaszenkę wywierał nacisk sam Donald Trump, co ostatecznie doprowadziło do uwolnienia polskiego działacza. Gdy szef polskiego MSZ, Radosław Sikorski, ogłosił sukces, w kraju natychmiast wybuchł ostry spór o zasługi. Jarosław Kaczyński uderzył w premiera rządu, zarzucając mu dawne błędy i "odpuszczenie szansy".
Andrzej Poczobut wolny! Ten dzień mógł nastąpić już wiele miesięcy temu, przy okazji wymiany więźniów w Ankarze. Wówczas rząd Tuska odpuścił tę szansę. Na szczęście lepiej późno niż wcale. To właśnie dlatego sojusz polsko-amerykański ma znaczenie. Gratulacje dla pana prezydenta Nawrockiego
Zarzuty te natychmiast spotkały się z bezwzględną kontrą obozu władzy. Europoseł Bartosz Arłukowicz w mocnych słowach skwitował wpis prezesa Prawa i Sprawiedliwości.
Kaczyński zawsze podpinał się pod bohaterów. Od młodości do dzisiaj. Jemu odwagi starczyło tylko na odbieranie po latach emerytur sekretarkom mundurowych i prawdziwych gliniarzy. Z prawdziwym twardym SBkiem nie miał odwagi się zmierzyć nigdy. I tak mu zostało
Kaczyński zawsze podpinał się pod bohaterów. Od młodości do dzisiaj. Jemu odwagi starczyło tylko na odbieranie po latach emerytur sekretarkom mundurowych i prawdziwych gliniarzy. Z prawdziwym twardym SBkiem nie miał odwagi się zmierzyć nigdy. I tak mu zostało.
— Bartosz Arlukowicz (@Arlukowicz) April 28, 2026
I choć politycy kłócą się w mediach społecznościowych o polityczne laury, najważniejszy cel został osiągnięty. Andrzej Poczobut uciekł z piekła i po latach w karcerze na własnych warunkach stanął na wolnej, polskiej ziemi.