To koniec ery Viktora Orbana? Peter Magyar, zbuntowany polityk, który zna wszystkie brudy systemu, rzuca wyzwanie dotychczasowej władzy i idzie po historyczne zwycięstwo. Polska prawica patrzy z przerażeniem, bo ich ukochany model państwa właśnie płonie na ich oczach. Stawka jest gigantyczna, a w kuluarach mówi się, że ostateczny wynik wyborów wywoła potężne trzęsienie ziemi.
Wybory na Węgrzech 2026: Sondaże dają partii TISZA większość konstytucyjną
Najnowsze dane z węgierskiej sceny politycznej dosłownie wbijają w fotel. Ośrodek Median, który jako jeden z niewielu nie pomylił się w 2022 roku i poprawnie przewidział wygraną prawicy, tym razem nie ma litości dla obozu rządzącego. Z jego bezlitosnej analizy wynika, że opozycyjna partia TISZA ma ogromną szansę zdobyć od 138 do 143 mandatów w 199-osobowym parlamencie.
To oznacza absolutny pogrom starej ekipy z Budapesztu. Poparcie dla ugrupowania opozycyjnego oscyluje na poziomie 49-58 proc., co brutalnie spycha dawną potęgę do narożnika. Fidesz może obecnie liczyć zaledwie na 49 do 55 mandatów. Skrajnie prawicowa partia Mi Hazánk uciuła przy tym wyniku marne 5-6 miejsc.
Tajemnica historycznego sukcesu opozycji tkwi w przemyślanej narracji. Dominik Hejj precyzyjnie wyjaśnia dla Tok FM, jak uderzono w najczulsze punkty elektoratu władzy:
Zwrócił się do wyborców Fideszu z przesłaniem, w którym powiedział, że rozumie, dlaczego głosują na tę partię i w jakie wartości wierzą, tylko że Fidesz te wartości zniszczył, a one trwają w nim.
Péter Magyar, lider partii TISZA (2024) / Fot. Wiki Commons
Ustawy kardynalne na Węgrzech. Opozycja potrzebuje 133 głosów do zmiany systemu
Samo wygranie nadchodzących wyborów to jednak za mało, by zdemontować potężny mechanizm państwowy. Nowa władza absolutnie potrzebuje rygorystycznej przewagi, jaką jest większość konstytucyjna (minimum 133 posłów). Tylko ona pozwala na zmianę tak zwanych ustaw kardynalnych, którymi obecny rząd przez lata zabezpieczał swoje interesy.
Stawka toczy się o gigantyczne pieniądze i europejską wiarygodność. Bez zmiany kluczowych przepisów niemożliwe jest odblokowanie potężnych środków, jakimi są fundusze unijne. Węgierska opozycja obiecuje przywrócenie transparentności i walkę o 18 mld euro, które czekają na uwolnienie z Brukseli. Dodatkowo partia TISZA chce wprowadzić 1-procentowy podatek majątkowy, celując w portfele najbogatszych.
Trzeba pamiętać, że przez lata Fidesz na czele z Victorem Orbanem bez żenady i żadnych zahamowań korzystał z własnej większości. Szybko anulowano choćby niewygodne wyroki węgierskiego Sądu Konstytucyjnego wydane przed 1 stycznia 2012 r. Teraz opozycja pragnie wyrwać ten sam potężny oręż z rąk obecnej władzy.
prezydent.pl; instagram.com/aleksandraleksandrowna
CZYTAJ WIĘCEJ: Kwaśniewski nie wytrzymał. Postawił Nawrockiego obok Putina i Orbana! "Pionier cofania demokracji"
Koniec nieliberalnej demokracji na Węgrzech. Co dalej z polską prawicą i Ziobro?
Kiedy nad Dunajem prawda wychodzi na jaw, na polskim podwórku niektórzy politycy drżą o przyszłość. Przez lata Zbigniew Ziobro i Suwerenna Polska patrzyli na Budapeszt z nieskrywanym zachwytem, a metody Orbana były dla nich Świętym Graalem. Betonowanie wymiaru sprawiedliwości, tłamszenie wolnych mediów i nieliberalna demokracja wydawały się im przepisem na sukces. Czy wygrana opozycji zmusi Ziobrę i Romanowskiego do powrotu z Budapesztu?
Jednak nawet przy tak spektakularnych wynikach sondażowych przejęcie rządów może okazać się dramatycznym politycznym thrillerem. Stary system dysponuje wariantem ekstremalnym. Na straży obecnych porządków stoi Rada Budżetowa – gremium złożone wyłącznie z nominatów ustępującej władzy.
Jej rola jest kluczowa, ponieważ posiada absolutne prawo weta wobec ustawy budżetowej. Jeśli budżet nie zostanie uchwalony do 31 marca, prezydent może po prostu rozwiązać parlament. Dodatkowo prezesem Państwowego Urzędu Kontroli jest László Windisch, życiowy partner byłej żony Magyara. Ten osobisty wymiar sporu tylko dolewa oliwy do ognia, obiecując bezwzględną walkę.