Dominika Clarke, mama słynnych pięcioraczków z Horyńca, miała wieść w Tajlandii życie jak z bajki. Jednak zamiast rajskiej sielanki, influencerka mierzy się z brutalnym linczem w mediach społecznościowych. To, co w założeniu miało być dowodem na autentyczne macierzyństwo bez lukru, dla wielu stało się dowodem na brak wyczucia i empatii. Jedno niefortunne zdanie o sukcesie córki i zdjęcie bałaganu w salonie wystarczyły, by internauci nie zostawili na niej suchej nitki.
"Najrzadziej przynosi takie nagrody". Influencerka publicznie zawstydziła dziecko?
Wszystko zaczęło się od nagrania, które teoretycznie miało być powodem do dumy. Dominika Clarke postanowiła pochwalić się sukcesem jednej ze swoich córek, Charlotte, która otrzymała szkolny certyfikat. Jednak zamiast matczynego ciepła, obserwatorzy dostali coś, co wielu określiło mianem "zimnego prysznica". Prezentując dyplom do kamery, mama pięcioraczków wypaliła bez ogródek, że dziewczynka:
Najrzadziej przynosi takie nagrody.
To jedno zdanie sprawiło, że sekcja komentarzy dosłownie eksplodowała. Internauci zarzucili influencerce, że publicznie "odleciała", podcinając skrzydła własnemu dziecku na oczach 130 tysięcy ludzi. Wielu oglądających poczuło "ciarki żenady", sugerując, że takie porównania do rodzeństwa są dla psychiki dziecka dewastujące. Choć fani bronią Dominiki Clarke, twierdząc, że był to niefortunny żart, krytycy są bezlitośni – w sieci nic nie ginie, a słowa o tym, że córka jest "tą gorszą" w szkolnych osiągnięciach, mogą zostać z nią na lata.
TikTok
Rajska wyspa czy wysypisko? Kwiatek we włosach vs. sterta kartonów
Prawdziwa lawina ruszyła jednak, gdy Dominika pokazała salon w ich tajskiej willi na wyspie Koh Lanta. Zdjęcie miało być artystyczne i romantyczne – Dominika Clarke pozowała z urokliwym kwiatem we włosach, uśmiechając się do obiektywu. Niestety, internauci błyskawicznie zwrócili uwagę na drugi plan, który drastycznie kontrastował z rajskim wizerunkiem. Za plecami influencerki rozpościerał się widok, który jeden z komentujących brutalnie podsumował:
Rozumiem dzieci, ale ten stos kartonów i śmieci to już przesada
Zamiast egzotycznego luksusu, fani zobaczyli rozrzucone zabawki, niedokończone meble i wszechobecne pudła. Krytycy natychmiast wytknęli matce jedenastki dzieci brak organizacji, sugerując, że promowanie macierzyństwa bez filtra nie musi oznaczać życia w chaosie. Zdjęcie stało się symbolem zderzenia marzeń o idealnym życiu w tropikach z twardą rzeczywistością prowadzenia domu przy tak licznej gromadce.
Fanki murem za wielodzietną mamą. "Jesteś inspiracją"
Nie wszyscy jednak dołączyli do chóru malkontentów. Mimo wylania się wiadra pomyj, Dominika Clarke wciąż może liczyć na "żelazny elektorat" swoich wielbicielek. Dla nich pięcioraczki z Horyńca i ich rodzice to symbol odwagi i determinacji. W komentarzach, niczym tarcza, pojawiły się głosy wsparcia, które próbowały zagłuszyć hejt w sieci:
*„Dominiko bardzo Ci gratuluję i trzymaj się, bo teraz złośliwi z zazdrości znowu będą Cię hejtować...”
„To już będziemy wiedzieć, do kogo się odzywać w razie wakacji do Tajlandii. Jesteś odważną, mądrą kobietką.”
„Pięknie, Pani bardzo się do takiej działalności nadaje: ma Pani bardzo miłą aparycję i osobowość.”
„Podziwiam cię kobieto, jestem w szoku – jedenaście dzieci i przeprowadzka do Tajlandii.”
Zwolenniczki podkreślają, że przy jedenastce dzieci idealny porządek to utopia, a szczerość Dominiki jest warta więcej niż wykreowane kadry z Instagrama.
Czy Charlotte podziękuje mamie za 10 lat? Granice prywatności
Afera z certyfikatem i bałaganem to jednak wierzchołek góry lodowej. Rodzina Clarke, decydując się na życie w Tajlandii i relacjonowanie go w sieci, wystawiła się na wieczny osąd. Pojawia się jednak pytanie, które coraz głośniej wybrzmiewa w dyskusjach o sharentingu: gdzie leży granica? Czy mała Charlotte, gdy dorosne, podziękuje mamie za to, że tysiące obcych ludzi wiedziało, iż "najrzadziej przynosi nagrody"?
Wychowanie dzieci pod okiem kamer to stąpanie po cienkim lodzie. Krytyka internautów bywa bolesna dla dorosłych, ale dla dzieci, których prywatność jest sprzedawana za lajki, konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze. Dziś Dominika Clarke musi zmierzyć się z hejtem, ale prawdziwy rachunek za życie na świeczniku wystawią jej w przyszłości własne dzieci.