Władimir Semirunnij został nowym bohaterem narodowym, zdobywając historyczne srebro dla Polski w Mediolanie. Jego tożsamość właśnie przestała być tajemnicą – za sukcesem panczenisty stoi Klaudia. To kobieta, która nie tylko skradła jego serce, ale pomogła mu odnaleźć nowy dom w Polsce, gdy świat walił mu się na głowę.
Głowa jak patelnia i srebro, które smakuje jak złoto
Gdy na Zimowych Igrzyska Olimpijskich 2026 Władimir Semirunnij przekraczał linię mety biegu na 10 000 metrów, był na skraju wyczerpania. Choć ostatecznie złoto zgarnął Czech Metodej Jilek, a brąz Holender Jorrit Bergsma, to Polak dokonał niemożliwego. To drugi, po sukcesie skoczka Kacpra Tomasiaka, medal dla Biało-Czerwonych na igrzyskach Mediolan-Cortina 2026. W rozmowie na antenie Fakty po Faktach TVN24, wciąż targany emocjami, Władimir przyznał szczerze:
Jest trochę niedosyt, bo zawsze chcę złoto. Natomiast dzisiaj naprawdę ciężko mi się jechało i była walka na ostatnich siedmiu rundach. Dlatego ten medal smakuje mi jak złoto. Jestem bardzo zadowolony z siebie, że utrzymałem to do końca. Nawet te ciężkie ostatnie siedem rund. Jestem bardzo zmęczony. Głowa trochę jak patelnia.
Jednak siłę do tej walki dawała mu obecność kogoś wyjątkowego. Do Mediolanu przyleciała specjalnie Klaudia Bielas – jego życiowa partnerka i najważniejszy kibic. To dla niej walczył z bólem mięśni, podczas gdy ona na trybunach przeżywała prawdziwe katusze, drżąc o każdy ruch łyżwy ukochanego.
Od początku do końca był ogromny stres. Do ostatniej pary wszyscy siedzieliśmy jak na szpilkach. Gdy zostało pięć rund do końca ostatniej pary, to wiedziałam, że nie dadzą rady odrobić tej różnicy. Jak przekroczyli linię, to zalałam się łzami.
Władimir Semirunij z partnerką Klaudią Bielas / Fot. instagram-compzls_pl
CZYTAJ TAKŻE: Jutta Leerdam zarobi krocie, bo pokazała stanik na igrzyskach. Sprytnie ominęła regulamin, a jeden gest był wart kupę kasy
Miłość z dworca i "pozwolenie" od przyjaciela
Kto by pomyślał, że wielka miłość, która zaprowadzi ich na olimpijskie salony, zacznie się od… zwykłej podwózki z dworca? Historia ich związku nadaje się na scenariusz komedii romantycznej. Klaudia Bielas jest siostrą najlepszego przyjaciela Semirunniego — Mikołaja. Wszystko zaczęło się, gdy Władimir przyjechał odebrać rodzeństwo z pociągu.
Poznaliśmy się tak ogólnie pierwszy raz, spotkaliśmy na tym jak Klaudia odbierała mnie i jej brata z pociągu, bo tam nie mieliśmy jak dojechać do domu. Pierwszy raz zobaczyliśmy się, kiedy przyjechałeś na pociąg po mnie i po mojego brata.
Sytuacja była o tyle zabawna, że Władimir, zauroczony siostrą kumpla, musiał zachować się honorowo. O "zgodę" na pierwszą randkę zapytał więc samego Mikołaja. Ten gest lojalności okazał się kluczowy. Panczenista wspomina ten moment z rozbawieniem:
Patrzę i mówię: "O, to twoja siostra?". Jak jestem przyjacielem Mikołaja, to on też myśli, że jestem dobrym chłopakiem. I od razu: "Dobra, możesz".
Oficjalne "pozwolenie" zostało wydane, a pierwsza randka w restauracji w Tomaszowie stała się początkiem pięknej historii.
Klaudia – więcej niż "dziewczyna sportowca"
Klaudia Bielas nie jest tylko ozdobą u boku mistrza. Sama jest łyżwiarką, co sprawia, że rozumie ten brutalny sport jak mało kto. To ona jest jego prywatną nauczycielką – pomaga Władimirowi szlifować język polski, co jest kluczowe dla jego pełnej asymilacji. Ale to, co urzekło ją w nim najbardziej, to nie medale, a serce.
To jest taki bezinteresowny, bardzo pomocny i po prostu dobry człowiek. I to chyba jest najlepsze w tym wszystkim. Bardzo ciężko w tych czasach kogoś takiego spotkać. Kogoś, kto nie oczekuje nic w zamian, a jest w stanie dać bardzo dużo od siebie. Ta jego dobroć, energia… bucha wszędzie.
To wsparcie jest bezcenne, zwłaszcza że Władimir Semirunnij* na co dzień trenuje w klubie Pilica Tomaszów Mazowiecki, z dala od swojej pierwszej ojczyzny.
Nie mógł dodzwonić się do mamy
Medal w Mediolanie ma słodko-gorzki smak. Władimir opuścił Rosję po inwazji na Ukrainę, nie chcąc być twarzą reżimu i obawiając się mobilizacji. Wybrał Polskę, którą dziś z dumą nazywa domem. Tuż po dekoracji, w przypływie emocji, próbował połączyć się z najbliższymi, którzy zostali za granicą.
Do mamy najpierw nie mogłem się dodzwonić. Dodzwoniłem się w końcu do taty, ale porozmawiałem z nimi tylko kilkanaście sekund, bo musiałem lecieć na ceremonię wręczenia medali.
Mimo rozłąki, rodzice – mama nauczycielka i tata informatyk – pękają z dumy, oglądając syna w polskich barwach w telewizji. Semirunnij nie ma wątpliwości, gdzie jest jego miejsce na ziemi. Jego deklaracja wzrusza do łez:
W Polsce ogólnie czuję się lepiej niż dzisiaj na lodzie. Natomiast w Polsce czuję się naprawdę super. Mogę powiedzieć, że to jest mój dom.