Przez lata system udawał, że nie słyszy jej krzyku. Dziś, po s***bójstwie potwora z Borowców, jego była żona ujawnia prawdę, która obnaża bezradność polskich służb. To wstrząsający zapis ignorancji, strachu i życia w cieniu tyrana, który "przysięgał jej do grobowej deski".
Wstrząsające wyznanie żony Jacka Jaworka
Historia, którą opowiedziała w rozmowie z portalem Onet.pl była żona Jacka Jaworka, to nie tylko kronika rodzinnego dramatu. To akt oskarżenia wobec państwa. Kobieta odsłoniła kulisy życia z człowiekiem, który stał się jednym z najbardziej poszukiwanych przestępców w Europie, punktując każdy moment, w którym policja odwracała wzrok.
Kobieta latami znosiła przemoc domową, a jej błagania o pomoc zbywano milczeniem. Tuż przed zbrodnią Jacek Jaworek wystawał pod jej oknami, a funkcjonariusze kpili z jej obaw. Rodzina żyła w ukryciu, zmieniając tożsamość, podczas gdy sąd żądał od niej adresu poszukiwanego m***ercy.
Śląska Policja
Jacek Jaworek miał dwie twarze. "Chciał im zniszczyć życie, tak jak nam"
W czterech ścianach domu Jaworków trwał terror. Agresja psychiczna była chlebem powszednim. Dzieci rozpoznawały nastrój ojca po samym dźwięku klucza w zamku. Ale najgorsze nadeszło, gdy mężczyzna wyprowadził się do rodziny w Borowcach.
Kiedy Jaworek zamieszkał u brata, historia zaczęła się powtarzać. Justyna wysyłała zdjęcia bałaganu i butelek, a jego była żona Jaworka wiedziała już wtedy – on chce im zniszczyć życie tak samo, jak zrobił to im.
Justyna wysyłała mi zdjęcia: porozrzucane rzeczy, bałagan, butelki po alkoholu. To było uderzająco znajome. [...] Chciał im umeblować życie dokładnie w taki sam sposób, jak wcześniej zrobił to nam.
– wyznała kobieta. Jaworek był przekonany, że bratowa spiskuje przeciwko niemu. Ten sam mechanizm, który wcześniej niszczył jego własną rodzinę, doprowadził do z***jstwa w Borowcach.
facebook.com/pomorskapolicja
"Brak podstaw". Policja kpiła z jej strachu
Bezduszność policji w tej sprawie poraża. Kobieta wielokrotnie zgłaszała nękanie przez byłego męża, ale policja w Częstochowie i lokalne służby bagatelizowały zagrożenie. Jaworek śledził ją, niszczył mienie, a w czerwcu 2021 roku godzinami przesiadywał w aucie pod jej blokiem.
Gdy przerażona dzwoniła na komendę, słyszała, że "nie ma podstaw" do interwencji. Nawet informacja o tym, że Jacek Jaworek posiada broń palną, została zlekceważona. Dyżurny stwierdził, że to pewnie "tylko wiatrówka". Ale szczytem cynizmu była reakcja jednego z funkcjonariuszy na jej strach:
Jutro pewnie pogodzę się z mężem.
– usłyszała od policjanta, gdy drżała o własne życie. Kilka tygodni później z tej samej broni zginęli Justyna, Janusz i Kuba.
Finał poszukiwań i oskarżenia
Dziś wiemy, że poszukiwany Jacek Jaworek nie uciekł za granicę. Jego ciało znaleziono w lipcu 2024 roku w Dąbrowie Zielonej. Popełnił samobójstwo. Przez lata ukrywała go ciotka, Teresa D., która usłyszała już zarzuty utrudniania śledztwa.
Była żona Jaworka przestała milczeć, bo nie chce, by śmierć jej bliskich poszła na marne. Jej historia to brutalny dowód na to, że procedury w Polsce są ważniejsze od ludzkiego życia. Oby ten krzyk wreszcie został usłyszany – zanim kolejny oprawca pociągnie za spust, bo policja uzna, że "nie ma podstaw".