Antoni Sztaba, syn znanej projektantki wnętrz Doroty Szelągowskiej, coraz śmielej radzi sobie w polskim show-biznesie. Młody aktor udzielił szczerego wywiadu, w którym po raz pierwszy tak otwarcie opowiedział o zawiłych relacjach rodzinnych. Wyjaśnił w nim, dlaczego nie posługuje się nazwiskiem swojego biologicznego ojca i co skłoniło go do przyjęcia nazwiska znanego muzyka, Adama Sztaby.
- Biologicznym ojcem Antoniego jest Paweł Hartlieb, pierwszy mąż Doroty Szelągowskiej.
- Adam Sztaba wychowywał chłopca od pierwszego roku życia i to on ukształtował jego dzieciństwo.
- Zmiana nazwiska nastąpiła za pełną zgodą biologicznego ojca, gdy młody aktor miał kilkanaście lat.
- Antoni Sztaba konsekwentnie buduje swoją pozycję aktorską i pragnie być oceniany wyłącznie przez pryzmat własnego talentu.
Adam Sztaba wychowywał Antoniego od dziecka
Antoni Sztaba nie miał typowego dzieciństwa, ale z pewnością nie narzekał na brak miłości czy wsparcia najbliższych. Jego biologicznym ojcem jest Paweł Hartlieb, ale to Adam Sztaba odegrał w jego życiu kluczową rolę. Dorota Szelągowska związała się ze znanym muzykiem i kompozytorem, gdy jej syn z pierwszego małżeństwa miał zaledwie roczek.
To właśnie znany muzyk wziął na siebie trud codziennego wychowania i opieki nad dorastającym chłopcem, udowadniając, że do bycia tatą niekoniecznie potrzebny jest wspólny kod genetyczny – wystarczy sporo cierpliwości i jeszcze więcej wspólnych wieczorów. Towarzyszył mu w najważniejszych momentach, kształtował jego charakter i pokazywał otaczający go świat. Nic więc dziwnego, że między tą dwójką wytworzyła się niezwykle silna, niemal nierozerwalna więź. Co ważne, tej relacji ojczyma z pasierbem nie zniszczyło nawet późniejsze rozstanie Szelągowskiej z kompozytorem.
AKPA
Kulisy zmiany nazwiska i postawa biologicznego ojca
Kiedy młody chłopak podrósł, podjął niezwykle dojrzałą i przemyślaną decyzję. Będąc nastolatkiem, postanowił oficjalnie przyjąć nazwisko swojego ojczyma. Jak sam uznał w szczerej rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, ten krok był dla niego całkowicie naturalny. To właśnie znany dyrygent miał największy udział w jego wychowaniu i to jego uważał za swoją męską figurę.
Cała urzędowa procedura odbyła się bez zbędnych, medialnych skandali czy wzajemnych oskarżeń. W polskim show-biznesie takie sytuacje często kończą się na pierwszych stronach tabloidów, jednak tym razem było zupełnie inaczej. Paweł Hartlieb wyraził oficjalną zgodę na to, by jego syn nosił nazwisko ojczyma.
AKPA
Rodzina nie zagra za niego roli. Walka o własną tożsamość
Dzisiaj Antoni Sztaba jest dorosłym mężczyzną i coraz odważniej stawia swoje pierwsze kroki w wymagającej branży. Antoni Sztaba łączy role w teatrze muzycznym, klasycznych przedstawieniach dramatycznych, filmach i serialach. Łatka "dziecka sławnych rodziców" ułatwiającego sobie start dzięki nazwisku to dla niego ogromny ciężar. Antoni ma pełną świadomość, że znane nazwisko to potężny magnes na fotoreporterów, choć pewnie wolałby, żeby to jego talent, a nie fakt, że mama wybiera kolory ścian w połowie polskich domów, decydował o angażach. W końcu bycie "synem swojej mamy" to w polskim show-biznesie ciężki kawałek chleba, zwłaszcza gdy trzeba udowadniać, że nie jest się tylko ozdobą ścianek.
Na samym zainteresowaniu fotoreporterów kariery się jednak nie zbuduje. Aktor jasno stawia sprawę i uważa, że ostatecznie zostaje sam na sam z kamerą i scenariuszem.
Antoni Sztaba o kulisach swojej pracy opowiada z dużym dystansem, zaznaczając, że bliscy nie zastąpią go przed kamerą, a znane nazwisko nie przygotuje go warsztatowo do występu.
Jak wynika z udzielonego wywiadu, jego najważniejszym wyzwaniem jest mozolne budowanie własnej tożsamości artystycznej. Zależy mu na tym, by krytycy i widzowie oceniali go surowo, ale sprawiedliwie – jako niezależnego artystę z krwi i kości.