Barbara Nowacka wraz z Ministerstwem Edukacji reagują na skandaliczny przebieg matur 2026, do których w całej Polsce przystąpiło rekordowe 350 tysięcy uczniów. Po serii przecieków z arkuszy języka polskiego i matematyki, Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiada koniec z pobłażliwością. Dla kilkunastu osób egzaminacyjny cwaniacki rajd już się zakończył — i to z fatalnym skutkiem.
Robert Zakrzewski, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, nie kryje oburzenia sytuacją, do której doszło już pierwszego dnia egzaminów maturalnych 2026. Choć arkusze miały być pilnie strzeżone, zdjęcia zadań z języka polskiego trafiły na platformę X niemal natychmiast po godzinie 9:00. Uczniowie, którzy przemycili telefony w bieliźnie lub butach, liczyli na bezkarność, ale system błyskawicznie ich wyłapał.
To nieuczciwość egzaminacyjna. Do godziny 9.00, czyli do rozpoczęcia egzaminu, materiał jest tajny i pozostał tajny. Po 9. ktoś wniósł na salę urządzenie komunikujące się z internetem. Jeżeli dyrektor to wychwyci, to na pewno unieważni egzamin tej osobie.
- grzmiał Robert Zakrzewski (Dyrektor CKE).
Canva.com
Unieważnienie matur z języka polskiego 2026. Jakie kary grożą uczniom?
Centralna Komisja Egzaminacyjna po poniedziałkowym egzaminie unieważniła test z języka polskiego kilkunastu osobom w całej Polsce z powodu wniesienia telefonów na salę i publikowania zdjęć arkuszy. Kary są bezlitosne i wręcz miażdżące dla edukacyjnych planów młodych ludzi. Maturzysta, któremu unieważniono egzamin z przedmiotu obowiązkowego, traci prawo do poprawki w sierpniu i może przystąpić do matury dopiero w kolejnym roku. Jeden klik w telefonie kosztuje ich cały stracony rok.
Warto przypomnieć, że problem nie jest nowy, ale przybiera na sile. W maju 2025 roku unieważniono łącznie 244 egzaminy, z czego aż 72 przypadki dotyczyły właśnie korzystania z telefonu komórkowego. Barbara Nowacka podkreśla jednak, że obecne wycieki "po godzinie 9:00" nie zagrażają całemu systemowi tak bardzo, jak wycieki przedegzaminacyjne, ale są dowodem na elementarną nieuczciwość zdających:
Zazwyczaj to nie były wycieki od maturzystów tylko to były szkoły dla dorosłych, gdzie ktoś takie zdjęcie robił (...). To taka elementarna nieuczciwość. Są osoby, które podchodzą do matury nie po to, by ją zdać, ale po to, by zrobić zdjęcie (...). Na szczęście to nie zagraża systemowi, ale pokazuje pewną nieuczciwość.
AKPA
CZYTAJ WIĘCEJ: Nie zdali matury, a i tak odnieśli ogromny sukces. Lista znanych nazwisk wbija w fotel
Kolejne wycieki. Rekordowy czas na egzaminie z matematyki
Zaledwie dzień po aferze na polskim, nadszedł wtorek, 5 maja 2026 roku. Ci, którzy myśleli, że po poniedziałkowych groźbach młodzież zmądrzeje, mocno się przeliczyli. Zdjęcia arkuszy z matematyki opublikowano o 9:03. Rekordzista potrzebował 180 sekund na złamanie prawa. Trzeba przyznać, że wyciągnięcie telefonu, zrobienie ostrego zdjęcia, zalogowanie się do sieci i wrzucenie posta w tak krótkim czasie to tempo, którego nie powstydziliby się mechanicy w pit stopach Formuły 1. Niestety, to nie wyścigi, a państwowy egzamin dojrzałości. Dla tych "sprinterów" matura 2026 skończyła się, zanim na dobre się zaczęła, a poprawka w sierpniu przeszła im koło nosa.
instagram.com/piotr.gasowski.official
CZYTAJ WIĘCEJ: Piotr Gąsowski pokazał swoje świadectwo maturalne. Trudno uwierzyć w te oceny, fani nie gryzą się w język
Katarzyna Lubnauer zapowiada nowe centra egzaminacyjne
Miarka się przebrała. Skala cwaniactwa i ciągłe próby oszukiwania systemu sprawiły, że Ministerstwo Edukacji Narodowej rozważa wprowadzenie potężnego "gamechangera". Koniec z przymykaniem oka i poleganiem wyłącznie na bystrym wzroku nauczycieli przechadzających się między ławkami. Wypowiadając się dla mediów po serii majowych incydentów, wiceszefowa MEN Katarzyna Lubnauer rzuciła pomysł, który na zawsze zmieni oblicze matur w Polsce:
Myślę, że to jest na razie pieśń przyszłości, ale będą musiały być centra egzaminacyjne, w których nie ma dostępu do internetu, w których uczniowie piszą w bardzo kontrolowanych warunkach.
Jeśli te zapowiedzi wejdą w życie, oznaczają absolutny koniec "maturalnej partyzantki". Specjalnie przygotowane, wyizolowane hale, zagłuszacze sygnału lub całkowite odcięcie od sieci, a do tego rygorystyczne kontrole — to scenariusz rodem z lotniska, a nie ze szkolnej świetlicy. Władze edukacyjne jasno dają do zrozumienia: internetowe popisy i szukanie taniego poklasku z arkuszem w ręku to gra niewarta świeczki. Zamiast garści lajków za szybko wrzucone zdjęcie, zostaje wstyd, rok w plecy i zrujnowane plany na studia. Cwaniactwo po prostu przestało się opłacać.