Maria Prażuch-Prokop i Marcin Prokop przez ponad dwie dekady uchodzili za absolutny wzór do naśladowania w świecie polskich celebrytów. Nic dziwnego, że nagła informacja o końcu ich małżeństwa dosłownie zmroziła krew w żyłach wiernych obserwatorów. Podczas gdy sieć huczała od plotek, 47-latka na długie tygodnie całkowicie nabrała wody w usta. Teraz wyznaje bez ogródek, dlaczego zapadła się pod ziemię. Jej powód wprawi w osłupienie każdego, kto przez lata widział w niej wyłącznie potulną "żonę" wielkiego gwiazdora.
Maria Prażuch-Prokop o kulisach milczenia. "Zacznijmy od tego, że nie czuję się częścią show-biznesu"
Przez lata Maria Prażuch-Prokop wydawała się funkcjonować w cieniu gigantycznego sukcesu swojego partnera. Prawda jest jednak zupełnie inna i dziś 47-latka nie gryzie się w język. Wyznaje bez ogródek, że to nie znany mąż zamykał ją w domu, ale ona sama uważała medialny światek za pustą paradę bezwstydności, w której po prostu nie zamierzała brać udziału. Opublikowany przez serwis WP Kobieta wywiad nie pozostawia co do tego najmniejszych złudzeń.
Zacznijmy od tego, że ja w ogóle nie czuję się częścią show-biznesu (...). Ja działam w internecie, buduję społeczność kobiet zainteresowanych jogą i świadomym życiem. To, że mój były już mąż jest osobą rozpoznawalną, nie oznaczało dla mnie automatycznego wejścia w ten świat. Nigdy tego nie chciałam. To był świadomy wybór, ale nie nazwałabym tego "milczeniem". Po prostu nie chciałam zapraszać obcych do naszego życia prywatnego. Wypowiadam się publicznie wtedy, kiedy czuję, że to ma sens - o swojej pracy, ścieżce zawodowej, rozwoju. Natomiast nie miałam potrzeby bycia "widoczną" jako czyjaś partnerka.
To wyznanie dosłownie wbija w fotel! W czasach, gdy każdy desperacko walczy o swoje pięć minut sławy i bez żenady sprzedaje prywatność na ściankach, dawna żona Marcin Prokop żona świadomie wybrała wolność. Zamiast wdzięczyć się do obiektywów aparatów, wolała w ciszy i spokoju budować świadome życie z dala od fałszywych uśmiechów.
instagram.com/_marcinprokop_
Dojrzałe rozstanie po 20 latach. Joga stała się dla niej ratunkiem?
Kiedy w połowie kwietnia sieć obiegło ich wspólne oświadczenie, dla wielu takie rozstanie gwiazd wydawało się zwiastunem gigantycznego skandalu. Marcin Prokop i jego była już partnerka udowodnili jednak, że dobre rozstanie to wcale nie jest mit. Jak 47-latka przetrwała to życiowe trzęsienie ziemi? Szczęka opada na samą myśl, że jej najpotężniejszą bronią w walce o spokój wcale nie byli drodzy prawnicy, ale właśnie joga.
Joga bardzo mnie tego nauczyła. I nie mówię tu tylko o praktyce fizycznej z ciałem, o rozciąganiu czy oddechu, ale o całym systemie, który uczy uważności, zatrzymania się, przyglądania się sobie i swoim reakcjom. W pewnym momencie zaczynasz rozumieć, że nie wszystko trzeba rozgrywać na zewnątrz, nie wszystko trzeba komentować, tłumaczyć, uzasadniać. Ten spokój bierze się też z akceptacji - tego, że życie składa się z różnych etapów i że nie każdy z nich trwa wiecznie. Dziś czuję, że jestem we właściwym miejscu.
W rozmowie z dziennikarką 47-latka absolutnie nie owija w bawełnę i mówi wprost o swoich odczuciach. Dla niej głośne rozstanie z Marciem Prokopem. To raczej ostateczne odcięcie pępowiny od dusznego show-biznesu, który nigdy tak naprawdę jej nie rozumiał.
instagram.com/mariaprokop_yoga
Fanki już wcześniej "łączyły kropki". Nowe życie Marii Prażuch-Prokop
Zanim portale obiegła szokująca plotka, że Marcin Prokop rozstanie ma już za sobą, czuwające w sieci internautki nie miały litości w swoich domysłach. Z chirurgiczną precyzją wyłapywały każdy najmniejszy szczegół z życia swojej idolki. Jak zdradza z uśmiechem sama zainteresowana, wierna społeczność doskonale wiedziała, co się święci, zanim prawda wyszła na jaw.
Reakcje były niesamowicie budujące, ale nikt nie był zaskoczony. Moje obserwatorki na Instagramie, które potrafią "łączyć kropki", podejrzewały to już od dłuższego czasu. Co ciekawe, faktycznie przybyło mi nowych obserwujących. Ale to nie są osoby, które przyszły dla sensacji. To są kobiety świadome, inteligentne, często bardzo refleksyjne. Szukają inspiracji, ale nie gotowych odpowiedzi. Bardziej impulsu do tego, żeby coś zmienić u siebie – w swoim tempie, na własnych zasadach.
Dziś całą tę głośną rozmowę dla WP Kobieta Maria Prażuch-Prokop traktuje jako bezpowrotne zatrzaśnięcie drzwi za starym rozdziałem. Bolesny rozwód został w tyle, a przed nią otwierają się zupełnie nowe horyzonty. To dopiero pełen obietnic początek jej drogi – już nie jako cichej "żony u boku", ale silnej liderki i inspiracji dla tysięcy świadomych kobiet.