Izabela Trojanowska 22 kwietnia obchodzi swoje 71. urodziny. Dziś znamy ją jako charyzmatyczną ikonę lat 80., gwiazdę rocka i ulubienicę widzów. Niewiele osób jednak wie, że urodzona jako Izabela Schuetz artystka dorastała w niezwykłym otoczeniu – jej stryj, Henryk, to założyciel światowej marki modowej Henri Lloyd. Choć w jej żyłach płynęła krew przedsiębiorców, a talent predysponował ją do bycia wielką gwiazdą, jej życie mogło potoczyć się w zupełnie niespodziewanym kierunku. Zanim zaczęła śpiewać w zespole Budka Suflera, na poważnie rozważała wstąpienie do klasztoru.
Izabela Trojanowska chciała zostać zakonnicą. Tak wyglądały jej początki w Olsztynie
Izabela Trojanowska od najmłodszych lat wykazywała niesamowicie silny temperament. Trudno dziś uwierzyć, że ta sama dziewczynka, która w domowym zaciszu śpiewała mamie przeboje, z drugiej strony dowodziła całą chmarą rówieśników na podwórku. Zamiast bawić się lalkami, wolała ryzykowne wyzwania, do czego zresztą z uśmiechem przyznaje się po latach.
Jeszcze będąc małą dziewczynką, założyłam własną bandę. Zadaniem było śpiewanie piosenek, skakanie z pierwszego piętra na piasek, robienie wianków. Trzeba było być we wszystkim najlepszym. Wciąż mam kontakt z koleżankami z tamtych lat!
Mimo tej wrodzonej zadziorności, ogromną rolę w jej życiu odgrywała bardzo głęboka wiara. Jako nastolatka zapisała się do chóru katedralnego i niezwykle zżyła się z miejscowymi siostrami zakonnymi, dobrowolnie pomagając im na co dzień. Z czasem ta fascynacja życiem duchowym rosła, a ona sama zaczęła coraz poważniej myśleć o tym, by na zawsze założyć habit.
Bardzo chciałam zostać zakonnicą. Z kościelnym chórem występowałam na ślubach, chrzcinach i innych imprezach religijnych. Zawsze, zanim wróciłam ze szkoły do domu, szłam do kościoła. Dobrze się tam czułam.
instagram.com/trojanowska.official
Spotkanie Izabeli Trojanowskiej z Karolem Wojtyłą. Nagrody na festiwalu Sacrosong
Wyjątkowy wokalny dar zapatrzonej w ołtarz nastolatki szybko zauważyła siostra Powerella, która ze wszystkich sił zachęciła ją do rozwijania pasji. To właśnie zakonnica wysłała utalentowaną dziewczynę na Festiwal Pieśni i Piosenki Religijnej Sacrosong do Chorzowa. Wydarzenie to było formą otwarcia Kościoła na nowe formy ewangelizacji, a na widowni zasiadali najwyżsi dostojnicy: kardynał Stefan Wyszyński oraz kardynał Karol Wojtyła. Młodziutka artystka zaśpiewała pieśń „Zwiastowanie” i wprawiła zgromadzonych duchownych w absolutne osłupienie.
Z rąk Karola Wojtyły otrzymałam nagrody. W sumie trafiły się dwa wyróżnienia – jedno dla najmłodszej uczestniczki, a drugie za interpretację wspomnianej pieśni.
Ten triumf miał wymiar nie tylko artystyczny, ale i niezwykle osobisty, wręcz rozczulający. Na festiwalu młodej gwieździe towarzyszył jej ojciec, Maksymilian – surowy inżynier, początkowo całkowicie przeciwny "marnowaniu czasu" na śpiew. Gdy jednak przyszły Jan Paweł II osobiście podziękował mu za wspaniałe katolickie wychowanie córki, w oczach tego twardego mężczyzny zaszkliły się łzy, a on sam w końcu uwierzył w drogę swojego dziecka. To wiekopomne spotkanie artystka zapamiętała do końca życia.
Byłam tak przejęta, że nawet nie pamiętam, co do mnie powiedział. W tym dniu zrozumiałam, że chcę poświęcić życie śpiewaniu.
AKPA
Kariera Izabeli Trojanowskiej i inwigilacja przez SB. Dlaczego wyjechała z Polski?
Dziewczyna z kościelnego chóru szybko wkroczyła w wielki świat. Ukończyła z sukcesami słynne studium przy Teatrze Muzycznym w Gdyni, gdzie jej talent komediowy odkrył Henryk Bista. Wkrótce z religijnej nastolatki przeobraziła się w prawdziwego, rockowego wampa. Jej współpraca z legendarną grupą Budka Suflera oraz muzycznymi gigantami, takimi jak Jan Borysewicz czy Tadeusz Nalepa, uczyniła z niej absolutną megagwiazdę. Niestety, ta gigantyczna wręcz popularność w komunistycznej Polsce miała swoją mroczną i bolesną cenę.
Ja również dostałam z IPN-u teczki, że byłam od 1980 roku inwigilowana. Wtedy nie było mi do śmiechu. Tylko nie podano nazwisk osób, które to robiły.
Zaszczuta przez bezpiekę i nękana kłamliwymi plotkami, na początku lat 80. wyjechała wraz z mężem za granicę, osiadając w Berlinie Zachodnim. Oprawcy z PRL zemścili się najokrutniej jak tylko mogli – nałożyli na nią bezwzględny zakaz powrotu do kraju. Z tego powodu Izabela Trojanowska przeżyła największą osobistą tragedię, gdyż nie mogła przyjechać do ojczyzny, by pożegnać zmarłego ojca na jego pogrzebie. Z krajem mogła połączyć się dopiero w momencie upadku muru berlińskiego.
Dziś, ponad cztery dekady po tych mrocznych wydarzeniach, Izabela Trojanowska wciąż olśniewa doskonałą formą i zniewalającym wdziękiem. Nie zwalnia tempa, rzucając na kolana nowymi utworami, takimi jak świetnie przyjęty „Znów będziemy tańczyć”, co udowadnia, że czas zupełnie się dla niej zatrzymał. Bogata w trudne, ale i piękne doświadczenia, solenizantka dzieli się dziś z czytelnikami bezcennym życiowym morałem:
Wszystko mija. To powinno wybrzmieć. Wszystko mija. Złe myśli też mijają. Nie podejmujcie głupich decyzji.