Gwiazda, która przed kamerą nie ma barier, nagle zderzyła się ze ścianą. Kiedy zrzucała ubrania na planie głośnych produkcji, cała Polska wstrzymała oddech. Dla utalentowanej aktorki nagość w filmie to chłodna kalkulacja i czysty profesjonalizm. Teraz jednak, goszcząc na parkiecie programu "Taniec z Gwiazdami", Paulina Gałązka drży ze strachu. Okazuje się, że intymność na żywo przed milionami widzów to dla 36-letniej gwiazdy o wiele bardziej przerażające wyzwanie niż najbardziej odważne sceny erotyczne w filmie.
Paradoks nagości. Dlaczego taniec przeraża bardziej niż rozebranie się przed kamerą?
Dla Pauliny Gałązki nagość to po prostu część kostiumu. W głośnym hicie "Dziewczyny z Dubaju" wcieliła się w postać bezkompromisowej Emi, udowadniając swój aktorski kunszt i niezwykłą odwagę. Co więcej, w pełni akceptując swoje ciało, zrezygnowała z pomocy dublerki. Skoro przed obiektywem potrafi zagrać najbardziej śmiałe sceny erotyczne w filmie, dlaczego zmysłowa rumba wywołuje u niej paraliżujący lęk?
Odpowiedź tkwi w kontroli nad otoczeniem. Aktorka traktuje nagość w filmie niezwykle technicznie, jako element pracy odgrywany w bezpiecznym środowisku. W telewizyjnym show traci jednak ten ochronny pancerz.
Czytałam scenariusz zanim rozpoczęłam zdjęcia, więc wiedziałam na co się godzę… Mieliśmy próby przed kręceniem scen intymnych. Plan był zabezpieczany, nie było na planie tyle osób, co normalnie, więc nie miałam problemu. To są trudne sceny, ale jest trudniejszy rodzaj scen, np. czyjaś śmierć, utrata kogoś bliskiego, wielki zawód, czy rozczarowanie. Sceny intymne są dość techniczne, dlatego wbrew pozorom są łatwiejsze
Na planie filmowym to zawsze bardzo mała, zamknięta ekipa, która przypomina sterylne wręcz laboratorium. Ograniczona liczba osób daje ogromne poczucie intymnego bezpieczeństwa.
Trzeba technicznie wszystko dobrze ustalić, np. „ty mnie tutaj będziesz dotykać, ja ciebie tutaj itd.”. Wszystko też jest oparte na wzajemnym zaufaniu z partnerem filmowym. To jest moja praca, takie sceny mam w umowie i za to mi płacą, ale musi tak wyglądać, żeby widzowie myśleli, że wszystko nie jest techniczne, a dzieje się naprawdę
"Dziewczyny z Dubaju" / Fot. AKPA
CZYTAJ WIĘCEJ: Huczy o nowym romansie w "Tańcu z gwiazdami". Widzowie nie mają wątpliwości
Z kolei w programie na żywo zasady gry ulegają drastycznej zmianie. Tu zmagania obserwuje w jednym momencie ponad dwumilionowa publiczność. Zderzenie z telewizyjną rzeczywistością wyciągnęło na wierzch głęboko skrywane lęki artystki.
Na planie filmowym przy takich scenach intymnych jest zupełnie inaczej, ponieważ jest zawsze okrojona ekipa. Zawsze są takie warunki bardzo laboratoryjne, w których człowiek czuje się bezpiecznie, a w "Tańcu z Gwiazdami" mamy ponad dwumilionową publiczność
instagram.com/paulina-galazka
Łatka "fatalnej" tancerki i wizyta szefa. Te słowa Edwarda Miszczaka zmieniły wszystko
Choć dziś Paulina Gałązka zachwyca widzów swoim wdziękiem, do programu weszła z mocno zakorzenionym kompleksem. Jak sama przyznaje, taniec nigdy nie był jej naturalną przestrzenią. W szkole filmowej otrzymała zaledwie trójkę z zajęć rytmiki, które – co stanowi niesamowity smaczek – prowadziła mama słynnego rapera, znanego jako O.S.T.R.
Młoda aktorka słyszała na nich wprost, że jej poczucie rytmu jest wręcz "fatalne". Z taką łatką wejście na błyszczący parkiet wymagało olbrzymiej odwagi. Presja na sali treningowej rosła z każdym dniem.
W pewnym momencie bardzo wyraźnie zrozumiałam, że to nie będzie historia o kimś, komu wszystko przychodzi naturalnie. Raczej o kimś, kto musi wiele rzeczy wypracować.
Kulminacją tego stresu był moment, gdy na jednej z wyczerpujących prób pojawił się niespodziewanie sam dyrektor stacji. Świadomość konieczności udowodnienia swojej wartości omal jej nie sparaliżowała.
Pamiętam jeden dzień prób, kiedy nagle pojawił się na sali pan dyrektor Edward Miszczak. To był moment ogromnego stresu.
Jednak to, co miało być najbardziej stresującym momentem tygodnia, okazało się absolutnym punktem zwrotnym. Edward Miszczak uważnie przyjrzał się zmaganiom gwiazdy i rzucił krótkie, żartobliwe zdanie, które odmieniło jej podejście do treningów.
No, z tej Gałązki będzie jeszcze gałąź.
Te słowa podziałały na zmęczoną aktorkę jak prawdziwe mentalne wybawienie. Dodając jej wiatru w żagle, pozwoliły uwierzyć, że mordercza praca pozwoli jej wreszcie zrzucić szkolne demony z ramion.
Pomyślałam, że to jest dla mnie coś w rodzaju namaszczenia, poczułam ogromną ulgę.
Paulina Gałązka z mężem Sindre Sandemo / Fot. facebook.com/sindresandemoofficial
Od romantycznej miłości z "Pierwszej miłości" po wsparcie całej branży
W walce z własnymi słabościami na parkiecie artystka na szczęście nie jest sama. Po wyczerpujących i pełnych emocji treningach czeka na nią bezpieczna, domowa przystań. Jest nią jej mąż, Sindre Sandemo – pochodzący z Norwegii aktor, z którym od lat tworzy wyjątkowo szczęśliwe małżeństwo.
Ta piękna historia miłosna rozpoczęła się dość niepozornie, bo na planie popularnego serialu Pierwsza miłość. Zakochani ukoronowali swój związek w 2016 roku, decydując się na cichy ślub w skandynawskiej ojczyźnie mężczyzny. To właśnie on doskonale rozumie specyfikę jej pracy i wspiera ją każdego dnia.
Na samej sali treningowej w roli bezbłędnego mentora sprawdza się z z kolei Michał Bartkiewicz. To utytułowany mistrz tańca, który wie, jak prowadzić partnerki na szczyt – dwukrotnie zdobył już prestiżową Kryształową Kulę.
Bardzo podziwiam to, jak Michał się rusza. Oglądałam różne tańce Michała z poprzednich edycji. Zazdroszczę mu świadomości ruchu i wrażliwości, delikatności, też umiejętności kolorowania ruchem. Szczerze mam nadzieję, że zdobędę tę umiejętność jako aktorka, będę mogła się tego nauczyć i wziąć to do swojego inwentarza aktorskiego
Kibicują jej nie tylko miliony widzów przed telewizorami, ale również potężna reprezentacja polskiego show-biznesu. Słowa gorącego dopingu płyną do niej od największych gwiazd, takich jak Doda, Anita Sokołowska, Maciej Musiałkowski, Ewa Szabatin, a nawet Bogusław Linda.
Jest mi przemiło, naprawdę. Tym bardziej, że są one od osób, które rzeczywiście bardzo cenię i bardzo lubię. To jest tak podbudowujące, że ja teraz mam wrażenie, że chodzę cały czas napompowana radością
Czy przełamując obezwładniający strach przed intymnością na żywo, Paulina Gałązka faktycznie stanie się potężną "gałęzią"? Czas pokaże, czy mordercza praca i wsparcie najbliższych pozwolą uroczej aktorce sięgnąć po najważniejsze trofeum i zgarnąć Kryształową Kulę.