Kolejna tragedia w rodzinie Tomasza Komendy. Zmumifikowane ciało znaleziono w łazience

Kolejna tragedia w rodzinie Tomasza Komendy. Zmumifikowane ciało znaleziono w łazience

Kolejna tragedia w rodzinie Tomasza Komendy. Zmumifikowane ciało znaleziono w łazience

JACEK DOMINSKI/REPORTER/EASTNEWS

Z jednej strony głośna, medialna historia, którą przez lata żyła cała Polska, a z drugiej — cicha tragedia w czterech ścianach. Gdy cały kraj z zapartym tchem śledził walkę o majątek po Tomaszu Komendzie, jego bliska krewna gniła w zapomnieniu. W mieszkaniu we Wrocławiu odnaleziono zmumifikowane ciało, a ofiarą okazała się Stanisława, matka chrzestna Tomasza Komendy. Kobieta zmarła w samotności, a jej zwłoki leżały w domowej łazience przez blisko dwa lata.

Reklama

Makabryczne odkrycie podczas eksmisji

Kiedy pracownicy firmy sprzątającej weszli do wrocławskiego mieszkania, by przeprowadzić rutynową eksmisję lokatorki, dokonali wstrząsającego odkrycia. Szybko okazało się, że znaleziono zwłoki w łazience, tuż obok wanny. Przykryte prześcieradłem, zmumifikowane ciało pani Stanisławy leżało tam niepostrzeżenie od około dwóch lat. Według relacji sąsiadów, po raz ostatni widzieli oni kobietę w grudniu 2023 roku przy skrzynce na listy.

Od tamtego czasu w bloku działy się rzeczy niepokojące. Z mieszkania zaczęło wychodzić robactwo. Lokatorzy wielokrotnie prosili o interwencję. Zgłaszali problem administracji. Sugerowali wezwanie straży pożarnej. Odpowiedź była zawsze odmowna, a argumentowano to strachem przed kosztami.

To był chyba maj 2024 roku, jak pierwszy raz powiedzieliśmy administratorce budynku, że nas martwi, co się stało z panią Stanisławą. Potem jeszcze kilka razy prosiliśmy, żeby sprawdzili jej mieszkanie, a może wezwali straż pożarną, bo robactwo nam już krążyło po klatce, mówiliśmy, że stamtąd idzie. Usłyszeliśmy od administracji, że jak będzie niesłuszne wezwanie, to jeszcze nas obciążą kosztami, i czy wiemy, ile taka akcja kosztuje

Tomasz Komenda siedzi z mamą na kanapie Youtube.com/Uwaga! TVN

Konflikt, który podzielił rodzinę. "Matka mordercy"

Żeby zrozumieć, dlaczego nikt z bliskich przez tak długi czas nie sforsował drzwi wrocławskiego mieszkania, trzeba spojrzeć na szerszy kontekst. Relacje rodzinne zostały zerwane, gdy Tomasz Komenda usłyszał niesłuszny wyrok. Obecnie toczy się ostra batalia sądowa o majątek po zmarłym. Tomasz przed śmiercią przepisał nieruchomości bratu, przez co jego syn, Filip, nie został finansowo zabezpieczony. Ten konflikt o spadek po Tomaszu Komendzie tłumaczy, dlaczego zniknięcie kosztowności po pani Stanisławie budzi dziś tak ogromne emocje w podzielonej rodzinie.

W najtrudniejszym czasie Teresa Klemańska, matka Tomasza, została odcięta od wsparcia własnej siostry. Zamiast współczucia, spotkał ją mur oskarżeń.

Myślałam, że będę miała w niej wsparcie, a ta mnie zwyzywała, że jestem matką mordercy, wychowałam bandytę. Okropne rzeczy mówiła, wstyd nawet powtarzać

Słowa te sprawiły, że siostry przestały ze sobą rozmawiać, a pani Stanisława sukcesywnie izolowała się od krewnych. Nawet jej własny syn, Grzegorz, nie utrzymywał z matką bieżącego kontaktu. Mężczyzna zdecydował się zgłosić jej zaginięcie na policję dopiero 8 maja 2025 roku.

tomaz komenda, a w tle plakat "25 lat niewinności" Fot. Jan Bielecki/East News

Szokujące zaniedbania służb i administracji

To, co wydarzyło się po tym zgłoszeniu, obnaża słabość systemu. Wrocław policja nie przeszukała od razu zagraconego mieszkania, uznając interwencję za zbędną. W całej sprawie szokuje długa lista rażących błędów i zaniechań ze strony urzędników oraz mundurowych:

  • Ignorowanie zgłoszeń sąsiadów o robactwie.
  • Pobieżne sprawdzenie mieszkania przez ślusarza i administrację (tylko z progu).
  • Brak reakcji policji mimo zgłoszenia zaginięcia 8 maja 2025 roku.
  • Brak protokołu zmarłej i zniknięcie wartościowych przedmiotów, w tym takich jak złota biżuteria.

Świadek wizyt zarządcy, syn zmarłej, do dziś nie może pojąć, jak potraktowano go we własnym rodzinnym domu. Wpuszczono go tam zaledwie na chwilę, ignorując wyraźne ślady obecności matki.

Przyszła administratorka ze ślusarzem, ja byłem z kuzynem. Otworzyli drzwi, przez próg zrobili zdjęcie, a nam kazali iść prosto do szafki ze zdjęciami. Zobaczyłem, że na stole leży mamy inhalator, dokumenty, pieniądze, przecież nigdzie by bez nich nie wyszła. Miała astmę, nie ruszała się bez inhalatora. Chciałem się rozejrzeć po mieszkaniu, ale kazali mi zaraz wychodzić

Z opuszczonego mieszkania zniknęły wartościowe przedmioty i pamiątki. Zrozpaczony Grzegorz szybko odkrył braki. Sprawa z każdym dniem stawała się coraz bardziej podejrzana.

A na pytanie, gdzie jest protokół, w którym spisano rzeczy mamy, usłyszałem, że nie ma. Nie mogę się dowiedzieć, co zrobiono z rodzinnymi pamiątkami. W domu zawsze były jakieś pieniądze, mama nosiła złotą biżuterię, łańcuszek z medalikiem i pierścionki

Mama Tomasza Komendy z książka w ręku instagram.com/dziendobrytvn

Tragiczny finał w cieniu rodzinnego dramatu

Obecnie prokuratura prowadzi śledztwo, by ostatecznie ustalić przyczynę śmierci seniorki oraz wyjaśnić ciąg urzędniczych zaniedbań. Pani Stanisława borykała się z problemami zdrowotnymi, miała astmę, o czym świadczył pozostawiony na stole inhalator. Mimo tych trudności była osobą samodzielną, co tylko potęguje tragizm faktu, że nikt nie zauważył jej nagłego zniknięcia. Ta tragedia we Wrocławiu to przypomnienie, jak łatwo w środku miasta stać się niewidzialnym.

W obliczu śmierci dawne urazy zeszły na dalszy plan. Teresa Klemańska, mimo doznanych w przeszłości krzywd, zdobyła się na szczere pożegnanie z siostrą. Jej słowa doskonale podsumowują ten dramat, w którym samotność i znieczulica zagrały główne role.

Moja siostra była, jaka była. Wybaczyłam jej, choć nigdy nie zapomniałam, co mi zrobiła. Na taką śmierć jednak nie zasłużyła, żeby dwa lata leżeć w łazience na podłodze

Pogrzeb Tomasza Komendy. Żegnały go tłumy.
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama