Ujawniono prawdziwe okoliczności śmierci Bożeny Dykiel. "Jak piorun z nieba"

Ujawniono prawdziwe okoliczności śmierci Bożeny Dykiel. "Jak piorun z nieba"

Ujawniono prawdziwe okoliczności śmierci Bożeny Dykiel. "Jak piorun z nieba"

AKPA

Choć uroczystość miała rangę państwową, to najbardziej poruszający moment nastąpił, gdy na ambonę wszedł wiceminister Sławomir Rogowski. To on ujawnił, co działo się w nocy 12 lutego 2026 roku, gdy w wieku 77 lat odeszła legenda ekranu. Okazuje się, że śmierć przyszła nagle, a mąż aktorki, Ryszard, musiał wykonać ten najtrudniejszy telefon zaledwie chwilę po jej odejściu.

Reklama

Nagły telefon i "piorun z nieba". Jak zmarła Bożena Dykiel?

Podczas uroczystości pogrzebowych głos zabrał Sławomir Rogowski, zastępca ministry kultury. W swoim wystąpieniu odrzucił na chwilę oficjalny ton, przemawiając nie tylko jako urzędnik, ale przede wszystkim jako bliski przyjaciel domu. To właśnie on rzucił nowe światło na dramatyczne chwile tuż po śmierci gwiazdy. Okazuje się, że Ryszard, ukochany mąż aktorki, zadzwonił do niego niespełna godzinę po tym, jak serce jego żony przestało bić.

Wiceminister nie krył emocji, opisując ten moment jako kompletny szok. Jego relacja, przytoczona przez "Super Express", pokazuje, jak niespodziewane było to odejście.

Jestem tu w podwójnej roli. Bo jako kolega, dobry znajomy, wielki admirator talentu Bożeny, a także kolega Ryszarda, który do mnie zadzwonił ponad tydzień temu i ten telefon dość późną porą był jak piorun z nieba. Informacja o tym, że Bożena umarła niespełna godzinę wcześniej, była zaiste piorunująca i trudna do uwierzenia.

Ta relacja potwierdza, że mimo wieku i wcześniejszych problemów zdrowotnych, nikt z bliskich nie był gotowy na pożegnanie z ikoną polskiego kina tamtego wieczoru.

urna Bożeny Dykiel Fot. AKPA

Skandaliczne sceny na pogrzebie. Ksiądz musiał przerwać kazanie

Ostatnie pożegnanie w Kościele Środowisk Twórczych zgromadziło śmietankę towarzyską i artystyczną Warszawy. W ławkach zasiedli m.in. Joanna Kurowska, Emilia Krakowska, Małgorzata Pieczyńska czy Zbigniew Buczkowski. Niestety, powagę chwili i skupienie żałobników brutalnie przerwał incydent, który wywołał niemałe oburzenie.

Celebrujący mszę ks. Andrzej Luter — ten sam, który jako pierwszy poinformował media o śmierci artystki — został zmuszony do przerwania homilii. Powodem były natarczywie dzwoniące telefony komórkowe uczestników ceremonii. Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie, co wprawiło w konsternację rodzinę i przyjaciół gwiazdy.

Mimo tego przykrego zgrzytu, uroczystość kontynuowano, a urna z prochami Bożeny Dykiel została odprowadzona na Cmentarz Wojskowy na Powązkach.

wieńce na pogrzebie Bożeny Dykiel Fot. AKPA

"Nasze słońce zgasło". Poruszający gest rodziny i walka o zdrowie

Najbardziej wzruszającym momentem mszy było odczytanie listu od najbliższych. Wnuki Bożeny Dykiel w pięknych słowach pożegnały babcię, pokazując jej twarz, której nie znali widzowie — ciepłej opiekunki domowego ogniska.

Babcia była wspaniałym, cudownym i ciepłym człowiekiem. Dbała o wszystkich, zawsze uśmiechnięta. Była słońcem – naszym słońcem, które o wiele za wcześnie zgasło. Bożenko, bardzo cię kochamy i strasznie tęsknimy.

Rodzina aktorki zdecydowała się na piękny gest. Zamiast tradycyjnych wieńców, poproszono żałobników o wsparcie Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. To pokazuje wielkie serce, jakie aktorka miała dla potrzebujących.

Choć przez ponad 20 lat widzowie kochali ją jako energiczną Marię Ziębę z serialu "Na Wspólnej", życie prywatne gwiazdy nie było wolne od cierpienia. Nagłe odejście wieczorem 12 lutego ma swoje tło w wieloletniej walce o zdrowie. Aktorka zmagała się z poważną wadą serca, przeszła operację, a w 2017 roku zasłabła na planie produkcji. Jej odejście zamyka pewien rozdział w historii kultury, ale pamięć o jej rolach pozostanie wieczna.

Łzy i przejmująca cisza na pogrzebie Bożeny Dykiel. Tak gwiazdy pożegnały aktorkę [dużo zdjęć].
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama