1000 metrów. Tyle dzieliło ich od bramy wjazdowej. Wystarczył moment, by światła nadjeżdżającego szynobusu przecięły mrok i zamieniły powrót do domu w koszmar. W sobotę w miejscowości Susk Nowy rozegrał się dramat, który wstrząsnął całym powiatem. 39-letnia kobieta i jej 16-letni syn zginęli na miejscu, gdy ich auto zostało zmiażdżone przez pociąg.
Masakra na torach w Susku Nowym. Hyundai wjechał wprost pod pociąg
Sobotni wieczór, godzina 18:30. Rutyna, która okazała się śmiertelna. Kierująca samochodem marki Hyundai wjeżdża na oznakowany przejazd kolejowy w miejscowości Susk Nowy. W tym samym ułamku sekundy na torach pojawia się pociąg relacji Białystok – Warszawa.
Maszynista nie ma żadnych szans na skuteczną reakcję. Kilkudziesięciotonowy kolos uderza w osobowe auto z potworną siłą, nie dając pasażerom cienia nadziei. Zderzenie samochodu z pociągiem zamieniło pojazd w bezkształtną masę blachy. W szynobusie znajdowało się 17 osób – wszyscy wyszli z tego cało, ale dla matki i syna pomoc przyszła za późno. Służby, które dotarły na miejsce, zastały dramatyczny widok.
Materiały policyjne/KMP w Ostrołęce
"Byli tak blisko". Sąsiedzi opłakują 39-latkę i jej nastoletniego syna
Wiadomość o śmierci sąsiadów sparaliżowała całą gminę Rzekuń. Byli stąd, żyli obok, mieli do przejechania ostatni kilometr. Zamiast dźwięku silnika parkującego na podjeździe, zapadła cisza przerywana sygnałami karetek. Policyjny komunikat, w swojej urzędowej oschłości, brzmi w tym kontekście wyjątkowo brutalnie, obnażając nieodwracalność tej straty.
Śmierć na miejscu poniosła 39-letnia kierująca pojazdem oraz 16-letni pasażer. Oboje byli mieszkańcami powiatu ostrołęckiego
– poinformował nadkom. Tomasz Żerański z ostrołęckiej policji.
Lokalne media, w tym portal moja-ostroleka.pl, potwierdziły najgorsze przypuszczenia. W zmiażdżonym wraku zginęła 39-letnia mieszkanka powiatu ostrołęckiego oraz jej nastoletni syn. Tragedia pod Ostrołęką zabrała dwoje ludzi, którzy mieli przed sobą całe życie, pozostawiając bliskich w niewyobrażalnym bólu.
canva.com
To nie pierwsza tragedia w tym miejscu. Mieszkańcy żądają zmian
Wypadek w Susku Nowym to nie jest odosobniony przypadek, a raczej kronika zapowiedzianej śmierci. Mieszkańcy nie gryzą się w język i wprost wskazują na zaniedbania oraz niebezpieczną specyfikę tego przejazdu. Ile jeszcze osób musi zginąć, by ktoś podjął decyzję o montażu rogatek?
To już drugi śmiertelny wypadek w tym miejscu. Może powinien być tam szlaban
– grzmi jedna z mieszkanek, wskazując na powtarzalność tych dramatów.
Inni wskazują na nagminne łamanie przepisów i brak wyobraźni kierowców, co w połączeniu z infrastrukturą tworzy śmiertelną mieszankę.
Ludzie się tam nie zatrzymują. Widzę to codziennie
– dodaje inna osoba, na co dzień obserwująca ryzykowne manewry w tym rejonie.
Śledczy pod nadzorem prokuratora przesłuchali 17 świadków, by ustalić dokładny przebieg zdarzeń. Pozostaje jednak pytanie, czy te zeznania i kolejna śmierć matki z dzieckiem wystarczą, by wymusić zmiany w bezpieczeństwie na tym konkretnym przejeździe, czy może za rok znów będziemy pisać o kolejnych zniczach zapalonych kilometr od domu?