Marcelina Zawadzka szukała w Dubaju bezpiecznej przystani dla swojej rodziny, a znalazła się w śmiertelnej pułapce. Gwiazda Polsatu zamiast cieszyć się luksusowym życiem, przeżyła chwile grozy, gdy Iran przypuścił zmasowany atak rakietowy na Zjednoczone Emiraty Arabskie. Zamiast dmuchać świeczki na urodzinowym torcie, drżała o życie małego Leonidasa, patrząc, jak nad jej wymarzonym domem rozgrywa się wojenny horror.
Dramat na urodzinach. "Wyglądało, że to dzieje się bardzo blisko"
Sielanka prysła w ułamku sekundy. Marcelina Zawadzka bawiła się na przyjęciu urodzinowym w gronie przyjaciół, gdy niebem wstrząsnęły potężne eksplozje. Nikt początkowo nie wiedział, co się dzieje, ale instynkt matki podpowiadał gwieździe jedno: natychmiast uciekać do syna. Sytuacja w mgnieniu oka stała się dramatyczna.
Pewnie wielu z was zastanawia się, jaka jest sytuacja tutaj na miejscu w Dubaju. My byliśmy na urodzinach z grupą przyjaciół, znajomych. (...) Jak byliśmy na urodzinach, to okazuje się, że jest bombardowanie i zestrzeliwane są rakiety. My jesteśmy z tymi ludźmi, zaczęliśmy rozmawiać. Każdy wymieniał się informacjami. Okej, zestrzelone zostały rakiety, lekko paraliżujący temat, ja nie wchodziłam na newsy, ale czułam, że powinniśmy wracać do domu
To nie były ćwiczenia, a realne zagrożenie życia. Narzeczony prezenterki ocenił, że jedna z eksplozji miała miejsce zaledwie kilometr od nich. Odczucia fizyczne towarzyszące wybuchom były przerażające, a Marcelina Zawadzka nie kryła paraliżującego strachu.
Następny rzut bombardowania, które na szczęście też zostało zestrzelone, było praktycznie - Maks mówi, że mniej więcej kilometr od nas. (...) Wyglądało, że to dzieje się bardzo blisko. Czujesz w sercu, czujesz w całym ciele takie wstrząsy
instagram.com/marcelina_zawadzka
Spakowane walizki i strach o małego Leonidasa
Powrót do willi nie przyniósł ukojenia. Gwiazda i jej narzeczony, niemiecki przedsiębiorca Max Gloeckner, z przerażeniem obserwowali niebo z własnego ogródka. Systemy obrony powietrznej pracowały na najwyższych obrotach, strącając wrogie obiekty niemal nad ich głowami co 30 sekund. Gwiazda wyznała wstrząśnięta, że ze stresu "ciężko jej się oddycha".
Spakowaliśmy się w razie czego. Oczywiście zostajemy w domu. Położyłam Leo spać, ale ciężko mi się oddycha, bo to jest jednak dosyć stresujące. Widzieliśmy na niebie, może to było z godzinę temu, mniej więcej co 30 sekund jakaś rakieta była zestrzeliwana na naszych oczach. Z ogródka oglądaliśmy razem z rodziną. To znaczy, byliśmy razem z rodziną i wyszliśmy zobaczyć, skąd ten huk, i kołatanie serca
Priorytetem jest teraz życie małego Leonidasa. Choć chłopiec smacznie spał, jego rodzice trwali w gotowości do natychmiastowej ucieczki, mając spakowane walizki przy drzwiach. W domu zgromadzono zapasy wody i paliwa, bo nikt nie wie, co przyniesie kolejna godzina. Max Gloeckner stara się zachować zimną krew, ale widok rakiet nad domem przeraża nawet najtwardszych.
Na zdj.: Leonidas, Max Gloeckner, Marcelina Zawadzka, Fot. Jacek Kurnikowski/AKPA
Koniec dubajskiego snu? Miało być spokojne życie i prestiżowa szkoła
To miał być raj na ziemi. Marcelina Zawadzka wybrała Dubaj ze względu na prywatność, spokój i edukację syna w prestiżowej, międzynarodowej szkole. Te plany zderzyły się z brutalną rzeczywistością, gdy wojna na Bliskim Wschodzie zapukała do ich drzwi. Bezpieczna bańka pękła, gdy irański pocisk uderzył w luksusowy Palm Hotel & Resort.
Sobotni atak to brutalny odwet Iranu za wcześniejsze działania USA i Izraela. Władze zarządziły natychmiastową ewakuację Burj Khalifa oraz okolicznych wieżowców, a linie lotnicze wstrzymały loty, odcinając drogę ucieczki. Miss Polonia wraz z rodziną pozostaje uwięziona w swojej willi, nasłuchując kolejnych alarmów. Fani gwiazdy wstrzymali oddech i drżą o bezpieczeństwo swojej ulubienicy, czekając na kolejne wieści z oblężonego miasta.