Marie Gustavsson udowodniła, że dla pragnącej dziecka kobiety metryka to tylko liczba. Podczas gdy jej rówieśnice myślą o emeryturze lub roli babci, ona szykuje wyprawkę dla trójki niemowląt. 50-latka, która ma już dorosłych synów, zaryzykowała wszystko i wbrew medycznym wyrokom dziś tuli w ramionach trzy zdrowe pociechy.
Lekarze dawali jej 5 procent. Wydała fortunę, by spełnić marzenie
Marie Gustavsson i jej mąż Conny Engelin nie zamierzali słuchać pesymistycznych prognoz. Choć para wychowuje już czterech starszych synów, ich dom wciąż wydawał im się zbyt pusty. Aby spełnić marzenie o ponownym macierzyństwie, zdecydowali się na in vitro na Cyprze.
To nie była tania zachcianka. Procedura kosztowała małżeństwo około 23 tys. zł. To była inwestycja w coś, co według specjalistów niemal nie miało prawa się udać. Lekarze szacowali szanse na in vitro na zaledwie 5 procent. Małżeństwo postanowiło jednak przechytrzyć los. Zdecydowali się na transfer aż trzech embrionów, by — jak sami mówili — zwiększyć szanse na choćby jedno dziecko. Los bywa jednak przewrotny.
Nie sądziliśmy, że uda się za pierwszym razem. Dlatego przenieśliśmy trzy embriony, by zmaksymalizować szanse. To był fantastyczny dar.
facebook.com/ingmarie-gustavsson-79
CZYTAJ TAKŻE: Jest zgoda na chrzest dzieci z in vitro. Biskupi stawiają jednak warunki - dla wielu upokarzające
Rodzina nie miała o niczym pojęcia. Ukrywali prawdę z lęku przed najgorszym
Zamiast radosnych ogłoszeń i baby shower, w domu Gustavssonów panowała głucha cisza. Marie Gustavsson tak bardzo bała się utraty ciąży, że o potrójnym szczęściu nie powiedziała nawet własnej rodzinie. Bliscy dowiedzieli się o wszystkim dopiero, gdy sytuacja była opanowana, a ryzyko poronienia zmalało.
Strach był uzasadniony. Ciąża po 50-tce to ogromne wyzwanie, a trojaczki w wieku 50 lat to medyczny ewenement obarczony gigantycznym ryzykiem. Lekarze, widząc wyniki badań, sugerowali nawet redukcję liczby płodów. Dla Marie nie wchodziło to jednak w grę. Kobieta postawiła się systemowi medycznemu, który widział w niej tylko "pacjentkę wysokiego ryzyka". Jej pewność siebie była niezachwiana.
Nigdy nie bałam się z powodu mojego wieku. Jestem zdrowa.
facebook.com/ingmarie-gustavsson-79
Walka o życie i uciszanie krytyków. "Jest łatwiej niż gdy miałam 19 lat"
Dzieci przyszły na świat w maju 2025 roku poprzez cesarskie cięcie. To była dramatyczna walka z czasem i wagą. Noworodki ważyły zaledwie od 1 kg do 1,5 kg. Każdy gram był na wagę złota, a personel medyczny robił co mógł, by kobieta, która urodziła trojaczki, mogła bezpiecznie wrócić z nimi do domu.
Dziś najgorsze mają już za sobą. Rodzina korzysta z pomocy opiekunki, bo przy takiej gromadce rąk do pracy nigdy za wiele. A co z hejterami wytykającymi późne macierzyństwo? Marie ma dla nich jedną, dosadną odpowiedź. Twierdzi, że macierzyństwo 50 lat to jej atut, a nie przeszkoda. Doświadczenie życiowe sprawia, że jest lepszą matką niż dekady temu.
Bycie mamą w wieku 50 lat to żaden problem. Jest łatwiej niż wtedy, gdy miałam 19 lat i nie wiedziałam, jak opiekować się dzieckiem.