Andziaks i Luka myśleli, że ich sekret jest bezpieczny, ale nie docenili spostrzegawczości swoich obserwatorów. Okazuje się, że fani w internecie działają szybciej i skuteczniej niż agenci FBI. Wystarczył ułamek sekundy i jedno niefortunne słowo we vlogu, by misterny plan utrzymania prywatności legł w gruzach.
Luka zaliczył wpadkę w nowym aucie? Jedno słowo zdradziło wszystko
Luka (Łukasz Trochonowicz) pękał z dumy, prezentując światu swój najnowszy, ociekający luksusem nabytek – Range Rovera. Miał to być moment triumfu i pokazu siły, a skończyło się spektakularną wpadką wizerunkową. W ferworze zachwytów nad skórzaną tapicerką i rykiem silnika, influencer niechcący "sprzedał" najpilniej strzeżoną tajemnicę rodziny. Zwracając się do żony, rzucił niedbale pytanie, które zelektryzowało sieć:
Gdzie położysz Gonzáleza?
To jedno zdanie wystarczyło, by odwrócić uwagę od auta za miliony. Zamiast podziwiać felgi, widzowie zaczęli łączyć fakty. Oczywiście internauci nie byliby sobą, gdyby nie wbili szpilki dotyczącej wystawnego stylu życia pary, pytając z przekąsem o nowy samochód Luki:
Czy to prezent od syna
instagram.com/andziaks
Dlaczego Nicolas? Internauci znają się na piłce nożnej
Skąd pomysł, że "González" to klucz do zagadki? Internauci przeprowadzili błyskawiczne śledztwo, które zaprowadziło ich prosto na murawę włoskiego Juventusu. To tam gra słynny argentyński piłkarz Nicolás González. Skojarzenie jest tak oczywiste, że aż uderzające.
Biorąc pod uwagę zamiłowanie, jakie Andziaks i Luka przejawiają do imion brzmiących światowo (ich córeczka to w końcu Charlie), Nicolas wpisuje się w ten schemat idealnie. Imię jest dostojne, międzynarodowe i świetnie komponuje się z nazwiskiem. Wszystko wskazuje na to, że Nicolas Trochonowicz właśnie został zdekonspirowany przez piłkarską ksywkę taty, zanim rodzice zdążyli zrobić z tego wielkie medialne wydarzenie.
Kontrowersje wokół narodzin. iPhone od noworodka i luksusowe "push gifts"
Oczywiście samo imię to wierzchołek góry lodowej w tym medialnym cyrku. Narodziny syna Andziaks i Luki przypominały koronację. Vlog z porodówki wykręcił 2 miliony wyświetleń, a świeżo upieczona mama w nagrodę za trud porodu została obsypana torebkami od marki Dior. Jednak prawdziwy festiwal absurdu wydarzył się, gdy 5-letnia siostra malucha otrzymała "powitalny upominek".
Okazało się, że kilkudniowy noworodek ma gest i doskonale zna się na technologii, bo "kupił" siostrze najnowszego iPhone'a. W świecie Trochonowiczów niemowlaki najwyraźniej rodzą się z kartą kredytową w dłoni. **Prezent dla siostry od brata** stał się symbolem odklejenia od rzeczywistości, który internauci będą wypominać parze latami, pytając retorycznie: gdzie kończy się rodzicielska miłość, a zaczyna czysty materializm?
Oficjalne potwierdzenie to tylko kwestia czasu?
Choć Angelika Trochonowicz i jej mąż wciąż milczą, mleko się rozlało. Przydomek rzucony w emocjach wydaje się ostatecznym dowodem. Czy w świecie, gdzie noworodek rozdaje iPhone'y, a imiona zdradza się przez piłkarskie ksywki w luksusowym SUV-ie, cokolwiek może jeszcze zaskoczyć? Czekamy na oficjalne potwierdzenie, choć internauci wyrok już wydali: witaj na świecie, Nicolasie.