Karol Nawrocki, jakiego znamy, to głowa państwa, polityk w idealnie skrojonym garniturze. Mało kto jednak wie, że zanim trafił na salony, prowadził drugie życie – na bokserskich ringach i, jak się okazuje, w cieniu kibicowskich ustawek. Teraz jego wujek, legenda gdańskiego boksu, przerwał milczenie. Opowiedział o przeszłości prezydenta, która jest znacznie bardziej skomplikowana, niż ktokolwiek przypuszczał.
"Dzielnica robotniczo-sportowo-bandycka". Wujek prezydenta to nie byle kto
Aby zrozumieć historię prezydenta, trzeba najpierw poznać jego wujka. Waldemar Nawrocki to nie jest zwykły członek rodziny – to ikona gdańskiego pięściarstwa, człowiek z zasadami, którego słowa mają wagę. On sam zna smak zarówno wielkiego zwycięstwa, jak i brutalnej porażki. Zasłynął w środowisku, gdy sensacyjnie pokonał mistrza Polski, Mirosława Kuźmę, jednak jego własna kariera skończyła się nagle i dramatycznie.
Kontuzja kręgosłupa na treningu znieruchomiła mu lewą rękę, zamykając drogę na szczyt. To właśnie ten twardy, doświadczony przez życie człowiek kształtował charakter młodego Karola Nawrockiego w surowych realiach gdańskich Siedlec. Jak sam mówi, była to "dzielnica robotniczo-sportowo-bandycka. Ale gdzie takich nie było?". Jego opowieść to świadectwo kogoś, kto widział wszystko i nie boi się mówić prawdy.
Fot. Jacek Kurnikowski/AKPA
"Miał dryg, potrafił boksować". Tak rodził się polityk z zacięciem fightera
Ring, pot i zapach starej sali treningowej. To był pierwszy świat Karola Nawrockiego. Zanim zajął się polityką, był obiecującym pięściarzem, mistrzem Pomorza w wadze ciężkiej. Wujek od razu zobaczył w nim talent. Młody Karol miał w sobie "pozytywną adrenalinę", którą musiał gdzieś wyładować, a ring nadawał się do tego idealnie. Jednak od samego początku odróżniał się od kolegów.
Jego koledzy, jak skończyli grać w piłkę, szli na piwo czy papierosa, a on się nocami uczył. To nie tak, że to, co Karol teraz ma, spadło mu z nieba. To ciężka praca jak w sporcie.
Ten niezwykły kontrast – fightera z zacięciem do nauki – był zapowiedzią jego przyszłej drogi. Wujek Waldemar widział w nim siłę i moc, ale czuł, że jego prawdziwe powołanie jest gdzie indziej. "Już wtedy było widać, że dobrze pójdzie mu w polityce. Dlatego hamowałem go z tym boksem" – przyznaje po latach.
Ustawka to "szlachetna walka"? Brutalna prawda o kolegach prezydenta
Najbardziej mroczny sekret z przeszłości prezydenta to jego udział w kibicowskiej ustawce. Sam Karol Nawrocki w wywiadzie ze Sławomirem Mentzenem wspominał o udziale "w różnych modułach, zawsze sportowych, szlachetnych walk". Jego szef sztabu, Paweł Szefernaker, poszedł o krok dalej, twierdząc, że prezydent "nie wstydzi się udziału w tzw. ustawce". Wujek próbuje łagodzić ten wizerunek, przekonując, że to był jednorazowy incydent.
Nie oszukujmy się, nawet nie miał czasu, żeby chodzić na ustawki. No raz wpadł tam w roli kibica. A potem robi się z tego taki szum, jakby on tam był wodzirejem. No nie, aż tak mocno nie było.
Jednak fakty ujawnione przez dziennikarza Szymona Jadczaka rzucają na tę "szlachetną walkę" znacznie ciemniejsze światło. Okazuje się, że wśród jej uczestników byli ludzie skazani później m.in. za kierowanie grupą przestępczą i handel narkotykami. Co więcej, w wyroku sądowym Karol Nawrocki został wskazany jako jedna z co najmniej stu nieustalonych osób biorących udział w starciu. To pokazuje, że otoczenie, w którym poruszał się przyszły prezydent, było dalekie od politycznych salonów.
"Chcesz pokazać się z podbitym okiem?". Tak wujek zgasił sportowe marzenia Nawrockiego
W końcu nadszedł moment wyboru: rękawice czy garnitur. Gdy Karol Nawrocki, już jako ceniona postać życia publicznego, rzucił pomysł stoczenia jeszcze jednej, "fajnej walki", wujek sprowadził go na ziemię jednym, celnym pytaniem.
Karol, jesteś cenioną osobowością, innym człowiekiem i chcesz gdzieś iść się pokazać z podbitym okiem?
To pytanie zakończyło temat. Nawrocki zrozumiał, że jego ringiem jest teraz polityka. Rękawice bokserskie powiesił na kołku, ale instynkt fightera pozostał. Dziś swoje ciosy wyprowadza zza prezydenckiego biurka, a podbite oko stało się problemem jego politycznych rywali.