W sejmowych kuluarach doszło do scen, które mrożą krew w żyłach. Zwykła rozmowa dziennikarki TVP Justyny Dobrosz-Oracz z senatorem PiS Wojciechem Skurkiewiczem przerodziła się w otwartą awanturę. Gdy politykowi puściły nerwy, próbował siłą zakończyć wywiad. Jego ręce poszły w ruch, ale spotkały się ze ścianą.
Zaczęło się od pytania o Ukrainę. Skończyło na rękoczynach
Sejmowy korytarz, setki twarzy i jedno, z pozoru niewinne, pytanie. Justyna Dobrosz-Oracz podeszła do senatora PiS, Wojciecha Skurkiewicza, by zapytać o negocjacje pokojowe w sprawie Ukrainy. Temat gorący, ale wydawałoby się, że dla wytrawnego polityka to bułka z masłem. Nic bardziej mylnego.
Z każdą kolejną sekundą senator stawał się coraz bardziej poirytowany, unikając odpowiedzi i rzucając personalne przytyki. Spokojna rozmowa zamieniła się w tyradę, a atmosfera gęstniała tak, że można było ją kroić nożem. Nikt jednak nie spodziewał się, że politykowi za chwilę kompletnie puszczą hamulce.
Gdy zabrakło argumentów, senator rzucił się na mikrofon
Nagle senatorowi puściły nerwy. Zamiast odpowiadać na pytania, przeszedł do ataku. Wymiana zdań szybko przerodziła się w otwartą kłótnię. A gdy Skurkiewiczowi skończyły się słowa, postanowił użyć rąk. Wyciągnął dłoń w kierunku mikrofonu, próbując siłą przerwać nagranie. To nie była już polityka, to była czysta agresja.
Gest polityka był szokującą próbą fizycznego uciszenia dziennikarki w trakcie wykonywania przez nią obowiązków służbowych. To obrazek, który nigdy nie powinien mieć miejsca w parlamencie demokratycznego kraju, a który został w całości zarejestrowany przez kamerę TVP.
Proszę mnie nie dotykać.
- protestowała dziennikarka.
facebook.com/justyna.dobroszoracz
W sieci zawrzało po tym, co senator PiS zrobił dziennikarce TVP
Nagranie z incydentu w mgnieniu oka stało się viralem, a internet nie zostawił na senatorze suchej nitki. W mediach społecznościowych posypały się komentarze piętnujące jego zachowanie jako skandaliczne i niedopuszczalne.
Bezczelny cham, niepotrafiący stworzyć merytorycznej odpowiedzi, przekracza granice, kiedy sobie nie radzi w rozmowie.
- pisał jeden z internautów, a ktoś inny dodał:
Niewyobrażalne! Naruszył jej prawa osobiste. Dodatkowo — jego gesty są obrzydliwe… Nie miał prawa dotykać pani redaktor.