Krzysia, właścicielka restauracji w Karpaczu, postanowiła przerwać milczenie tuż po emisji głośnego odcinka hitu TVN. Kobieta wyjawiła całą prawdę o ciągłym płaczu, wulgaryzmach poza okiem kamer i potężnej presji, jakiej została poddana podczas nagrań do 33. sezonu programu. Jak sama twierdzi, telewizyjne show miało wyjątkowo wysoką cenę emocjonalną.
- Restauracja Izba pod Śnieżką w Karpaczu przeszła przemianę w Gospodę Dzikie Fiołki.
- Szefowa kuchni lokalu zrezygnowała z pracy w trakcie nagrań, nie wytrzymując ostrej krytyki.
- Właścicielka ujawniła, że poza kamerami padały wulgaryzmy, a sama przepłakała cztery dni.
- Prowadząca po zejściu z planu kontaktowała się z panią Krzysią w prywatnych rozmowach.
Kulisy nagrań w Karpaczu i metamorfoza Izby pod Śnieżką
Gospodarze lokalu, Krzysia i Karol, najwyraźniej uznali, że ich życiu brakuje odrobiny adrenaliny i latających talerzy, więc powierzyli swój los najsłynniejszej polskiej restauratorce. Nagrania do "Kuchennych rewolucji" w Izbie pod Śnieżką odbyły się w maju 2026 roku. Widzowie zobaczyli starcie z dawną restauracją w 5. odcinku 33. sezonu show. Emisja na antenie TVN odbyła się 1 października 2026 roku o godzinie 21:30.
Finał na ekranie wyglądał obiecująco: lokal przeszedł metamorfozę i zmienił nazwę na Gospoda Dzikie Fiołki. Wnętrze zyskało wystrój inspirowany Młodą Polską, a nowa karta obejmowała między innymi kwaśny żur na zakwasie i kotleciki cielęce. Tyle że droga do efektownego finału okazała się dla załogi wyjątkowo trudna.
Pani Krzysia i Karol uznali krytyczne uwagi Magdy Gessler za element telewizyjnego show, który miał rozpalić emocje widzów i zainteresowanie programem. Nerwy w zespole były jednak prawdziwe. W trakcie pracy w Karpaczu dotychczasowa szefowa kuchni nagle odeszła. Nie wytrzymała surowej krytyki ze strony restauratorki. Zresztą spięcia towarzyszyły również innym odcinkom tej serii. Na początku września właściciel restauracji Pierwsza Polka w Gliwicach oskarżał produkcję o manipulację po emisji odcinka otwierającego sezon.
Wyświetl ten post na Instagramie
Wyznania właścicielki w rozmowie z youtuberem Wojkiem
Prawdziwe oblicze pracy na planie ujrzało światło dzienne, gdy Krzysia gościła u siebie internetowego twórcę znanego jako Wojek. Twórca sprawdził menu na miejscu. Przy okazji podpytał gospodynię o to, jak wyglądała praca z ekipą telewizyjną. Odpowiedź restauratorki bez ogródek obnażyła to, czego montażyści TVN nie pokazali widzom – najwyraźniej magia telewizji wymaga sporej ilości łez wylanych między kolejnymi ujęciami.
Okazało się, że ciepła atmosfera zniknęła błyskawicznie po pierwszym dniu. Jak wspominała właścicielka restauracji:
Było mega ciężko. Pierwszy dzień jest taki w miarę, bo są mili. Ale ta reszta. Ja się zastanawiałam, co oni pokażą, bo ja całe cztery dni przepłakałam.
Krzysia opowiedziała również o wulgarnych wypowiedziach Magdy Gessler i ostrych wymianach zdań na zapleczu, których nie pokazano w telewizyjnym materiale. Widzowie zobaczyli więc jedynie część napięć, jakie towarzyszyły nagraniom. Dla właścicielki cztery dni na planie oznaczały płacz i oczekiwanie na koniec pracy ekipy.
Trudno o bardziej wymowne podsumowanie kosztów, jakie ponoszą uczestnicy w walce o rozpoznawalność. Właścicielka restauracji nie ukrywała, że marzyła o końcu nagrań:
Ja marzyłam o tym, żeby to się skończyło. Tak dają... To jest straszne, straszne, straszne. Pani Magda już później, już po - no to okej. Sama dzwoniła do mnie i taka jest miła. Ale w czasie programu. To jest nieludzkie, co oni robią z ludźmi.
Relacja z Magdą Gessler po zakończeniu programu
Największym zaskoczeniem dla Krzysi okazał się kontrast między zachowaniem przed włączonymi kamerami a późniejszym kontaktem prywatnym. Gdy tylko zgasły jupitery, Magda Gessler zrzuciła groźną maskę. Restauratorka kontaktowała się z właścicielką osobiście i była dla niej niezwykle serdeczna, co sugeruje, że telewizyjny temperament ma też swoją sceniczną stronę.
Miesiąc po nagraniach Magda Gessler wróciła do odmienionego lokalu z wizytą kontrolną. Pozytywnie oceniła przygotowane potrawy i zatwierdziła rewolucję. Wcześniej podczas finałowej kolacji właściciele i restauratorka wspólnie przygotowali dania według nowych zasad. Choć Gospoda Dzikie Fiołki pomyślnie przeszła kontrolę, za kulisami metamorfozy pozostały wspomnienia czterech dni, które Krzysia – jak sama przyznała – w większości przepłakała.