Aleksandra Sarna, popularna psycholożka, którą miliony Polaków kojarzą z programu „Rozmowy w toku”, przeszła spektakularną metamorfozę. Gwiazda ważyła w najgorszym momencie 150 kilogramów i dziś jest nie do poznania. Uwagę mediów zwróciła jednak nie tylko przemianą fizyczną, ale i wyznaniem na temat kulis pracy w telewizji. Ekspertka opowiedziała szczerze o tym, jak produkcja kontrolowała jej wygląd.
- Waga Aleksandry Sarny spadła z początkowych 150 kilogramów do około 50 kilogramów.
- Psycholożka przyznała, że w procesie odchudzania stosowała m.in. semaglutyd i liraglutyd, ale przerwała kurację przy 78 kg przez pogorszenie wzroku.
- W „Rozmowach w toku” sztab produkcyjny decydował o jej strojach i zakazywał jej noszenia głębokich dekoltów.
- Przeoczenie apaszki w trupie czaszki słono kosztowało pracownika produkcji; za błąd wizerunkowy potrącono mu część pensji.
Aleksandra Sarna zrzuciła zbędne kilogramy. Jak wygląda dziś?
Aleksandra Sarna przeszła ogromną metamorfozę sylwetki. Choć u progu przemiany jej waga wynosiła 150 kilogramów, obecnie ekspertka waży zaledwie około 50 kilogramów. Oznacza to, że Sarna jest dziś o 80 kilogramów lżejsza niż w czasach, kiedy regularnie gościła na ekranach w programie "Rozmowy w toku".
W procesie odchudzania bohaterka programu korzystała ze wsparcia farmakologicznego. Przyjmowała liraglutyd w codziennych zastrzykach podskórnych. Raz w tygodniu stosowała też semaglutyd. Kuracja nie trwała jednak bez przeszkód do samego końca. Gdy waga pokazywała około 78 kilogramów, Sarna przerwała leczenie ze względu na poważny skutek uboczny - silne pogorszenie wzroku.
instagram.com/aleksandra.sarna
O szczegółach tamtego etapu i reakcji organizmu ekspertka opowiedziała w rozmowie z serwisem Kozaczek:
Ozempik niestety poskutkował u mnie tym, co jest opisywane rzeczywiście jako skutek uboczny. Wzrok mi się zaczął mocno pogarszać, mocniej niż wynikałoby to z pogarszania się wzroku z wiekiem. A jakoś jestem przyzwyczajona do tego, że tam mniej więcej pi razy drzwi coś widzieć. Natomiast też już byłam na takim etapie. Kiedy ja zadecydowałam wraz z lekarzem prowadzącym o tym, że to odstawiamy, ja wtedy ważyłam tak około 78 kilo. To jest ta wersja, w której ja siebie też lubię najbardziej
facebook.com/aleksandra.sarna.psycholog
Kulisy programu Rozmowy w toku. Czego nie wolno było Aleksandrze Sarnie?
Aleksandra Sarna trafiła do kultowego talk-show stacji TVN jako 26-letnia doktorantka, gdy jej promotorka uznała, że w danym temacie to ona lepiej poradzi sobie w roli ekspertki. Na fotelu ekspertki zasiadała przez pełną dekadę, stając się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy programu prowadzonego przez Ewę Drzyzgę. Choć widzowie cenili jej wiedzę i trafne spostrzeżenia, ona sama musiała mierzyć się z bardzo rygorystycznymi zasadami dotyczącymi jej wyglądu na planie.
Stylizacje, w których dawniejsza gwiazda TVN występowała przed kamerami, nie miały nic wspólnego z jej prywatnymi upodobaniami modowymi. Ekspertce surowo zabroniono noszenia głębokich dekoltów, mimo że uwielbiała je na co dzień. Restrykcje dotyczące m.in. zakazu noszenia pasków czy bardzo jasnych ubrań wynikały z ograniczeń technicznych ówczesnego sprzętu telewizyjnego oraz chęci budowania konkretnego wizerunku eksperta.
W podcaście portalu Kozaczek Aleksandra Sarna wyjaśniła bez ogródek, że to, jak była ubrana, nie było jej własną decyzją, lecz sztabu produkującego program "Rozmowy w toku". Ekspertka dodała, że od wczesnych lat dziewięćdziesiątych zawsze nosiła głębokie dekolty, jednak na planie talk-show absolutnie nie wchodziło to w grę.
instagram.com/aleksandra.sarna
Incydent z apaszką w trupie czaszki. Dokumentalista stracił pieniądze
Aleksandra Sarna przez lata musiała godzić się na to, że sztywne wytyczne produkcyjne nie ograniczały się tylko do zakazu eksponowania dekoltu. Na planie czuwał cały sztab, a każda modowa wpadka niosła za sobą natychmiastowe konsekwencje. Przekonał się o tym jeden z pracowników stacji, który odpowiadał za pilnowanie ekranowego wizerunku psycholożki.
instagram.com/aleksandra.sarna
Wszystko przez jeden drobny dodatek zabrany w pośpiechu z domu. Psycholożka założyła wtedy apaszkę z motywem trupich czaszek, czego pracownik produkcji nie zauważył na czas. Za to niedopatrzenie stacja ukarała dokumentalistę potrąceniem z wypłaty. Incydent ten pokazuje, jak rygorystycznie podchodzono do kwestii wizerunkowych na planie programu i jak wysoką cenę płacili pracownicy za niedopatrzenia.
Aleksandra Sarna zrelacjonowała to zdarzenie w tym samym podcaście:
Jak raz dokumentalista przegapił, że mam apaszkę w trupie czaszki, to mu polecieli po wypłacie, no bo był odpowiedzialny za pilnowanie mojego wizerunku. Ja to zrobiłam, po prostu założyłam jakiś szalik w domu wychodząc, wzięłam coś, co było na wieszaku. Absolutnie nie jestem osobą, która by robiła kłopot dokumentaliście czy ryzykowała mu pojechanie po wypłacie.