Grzegorz Halama przez długi czas unikał błysku fleszy, a jego nagłe zniknięcie ze sceny niepokoiło tysiące fanów. Teraz znany satyryk postanowił ujawnić bolesną prawdę o swoim zdrowiu. Okazuje się, że to niezdiagnozowana borelioza i poważne zaburzenia metaboliczne na długie miesiące odebrały mu siły. Po spektakularnej utracie 27 kilogramów kabareciarz wreszcie przerywa milczenie.
Kłopoty z głosem i podstępna borelioza
Grzegorz Halama jeszcze do niedawna przeżywał prawdziwy koszmar, o którym mało kto wiedział. Komik musiał na pół roku przerwać swoje wszystkie występy, ponieważ nagle stracił najważniejsze narzędzie pracy. Lekarze stwierdzili u niego paraliż nerwu zwrotnego struny głosowej, co całkowicie uniemożliwiało mu pojawianie się na scenie przed publicznością.
Dopiero po wnikliwych badaniach udało się dotrzeć do sedna dramatycznego problemu. We krwi artysty wykryto przeciwciała boreliozy. To właśnie ta wyniszczająca choroba, która potrafi cicho atakować układ nerwowy, odpowiadała za paraliż. Po wprowadzeniu odpowiedniej antybiotykoterapii głos wrócił już po trzech dniach. Odzyskanie głosu było jednak tylko wstępem do znacznie dłuższej walki o własne ciało.
AKPA
Ciężkie schorzenia i spektakularna utrata wagi
56-letni kabareciarz postanowił gruntownie przebadać swój organizm, a lista postawionych diagnoz okazała się długa i przytłaczająca. Wykryto u niego niealkoholowe stłuszczenie wątroby oraz insulinooporność. Zmagał się też z nadwrażliwością na drożdże piekarskie oraz silnymi genetycznymi predyspozycjami do tycia. Artysta postanowił wprost opowiedzieć o przełomowym momencie, w którym usłyszał wyrok od własnego organizmu, co podsumował w rozmowie z serwisem Plejada.
Moje zdrowie w pewnym momencie naprawdę wymagało zatrzymania. (…) Nadwrażliwość pokarmowa, insulinooporność, ogólne przemęczenie — to wszystko zaczęło się składać w jeden sygnał: trzeba się sobą zająć.
Aby walczyć o życie, ulubieniec publiczności wprowadził drastyczne zmiany. Przy wzroście 170 centymetrów artysta zmagał się z potężną otyłością. Jego walka o nową sylwetkę objęła między innymi ekstremalną, ośmiodniową głodówkę opartą wyłącznie na piciu wody. Ten katorżniczy wysiłek pozwolił mu na wstępie zrzucić pierwsze osiem kilogramów. Całkowity bilans tej metamorfozy jest zdumiewający.
W szczytowej formie ważyłem 109 kg. Mam metr siedemdziesiąt wzrostu, więc miałem jakieś 40 kg nadwagi. W najlepszym momencie moja waga pokazywała 82 kg, a więc schudłem 27 kg.
Metamorfoza wymusiła też zmiany wizerunkowe. Słynny żółty golf, który Halama kupił przed laty w lumpeksie za grosze, stał się za luźny. Artysta żartuje, że musi go zwęzić u mamy, bo strój ma przylegać jak druga skóra, by kury pana Józka nadal go poznawały.
Codzienne menu Halamy brzmi jak kulinarny survival. Zamiast jajecznicy, artysta do godziny 17:00 raczy się litrem "wody o smaku kawy" z solidną porcją masła. Choć nikt inny nie jest w stanie tego wypić, on dzięki tłustej miksturze zrzucił brzuch, który przez lata był jego scenicznym partnerem.
AKPA
Grzegorz Halama o depresji i kredycie we frankach
Grzegorz Halama nie ukrywa, że fizyczne dolegliwości zbiegły się z potężnym kryzysem życiowym. Problemy uderzyły ze zdwojoną siłą w czasie ogólnopolskiego lockdownu. Z powodu całkowitego odwołania występów artysta znalazł się na skraju załamania. Musiał spłacać kredyt we frankach i opłacać czynsz. Do tego dochodziły alimenty, mimo braku jakichkolwiek dochodów.
Oprócz walki o zdrowie, Halama mierzył się z wyzwaniem, o którym mało kto wiedział. Przez pięć lat samodzielnie wychowywał najmłodszego syna, co przy braku dochodów w pandemii i alimentach na starsze dzieci mieszkające za granicą, było szkołą przetrwania. Przyznaje wprost, że rodzicielstwo to jego najważniejsza, ale i najtrudniejsza rola.
Ciężar sytuacji przerósł go niemal na każdej płaszczyźnie. W najgorszych chwilach jedyną pociechą była dla niego muzyka Joy Division, co — jak sam zauważa — najlepiej oddaje jego ówczesną kondycję. Artysta otwarcie mówi też o tym, że ogromnym fundamentem przetrwania była dla niego psychoterapia. Pod opieką lekarzy i terapeutów znajduje się zresztą od 19. roku życia. Dawniej szukał ratunku w ustawieniach hellingerowskich. Obecnie pracuje z Pawłem Pawlakiem nad metodami docierania do podświadomości, próbując uporać się na przykład z blokującą go prokrastynacją.
Dziś, lżejszy o dziesiątki kilogramów, powraca do swoich sympatyków jako odmieniony człowiek.
Życie mnie trochę przeczołgało, ale też dużo nauczyło. Wracam spokojniejszy, bardziej świadomy i z większym dystansem.