Iga Świątek i Maja Chwalińska napisały w Paryżu przepiękną historię, która wykracza daleko poza sportową rywalizację. Trzecia rakieta świata pożegnała się z wielkoszlemowym turniejem Roland Garros po porażce z Martą Kostiuk, ale nie opuściła przyjaciółki w potrzebie. Liderka polskiego tenisa zdobyła się na wzruszający gest, wspierając drugą z Polek w historycznej drodze do wielkiego finału z Mirrą Andriejewą.
Paryska współpraca polskich tenisistek
Iga Świątek zakończyła swój udział w czerwcowym turnieju Roland Garros 2026 na etapie czwartej rundy. Polska mistrzyni niespodziewanie przegrała w 1/8 finału z Ukrainką Martą Kostiuk, co oznaczało dla niej przedwczesne zakończenie singlowych zmagań. Równolegle Maja Chwalińska grała turniej swojego życia. Jako kwalifikantka awansowała aż do finału, stając się pierwszą zawodniczką w erze open, która dokonała tego na francuskich kortach.
Gdy nasza najlepsza tenisistka żegnała się z paryską mączką, postanowiła dołożyć cegiełkę do historycznego sukcesu rodaczki. Trener przygotowania fizycznego, Maciej Ryszczuk, za zgodą swojej podopiecznej pozostał w Paryżu do samego końca turnieju. Szkoleniowiec wspierał rewelację rozgrywek w kluczowych kwestiach motorycznych oraz profesjonalnej regeneracji. To wsparcie realnie pomogło polskiej kwalifikantce dotrzeć do wielkiego finału.
Mirra Andreeva i Maja Chwalinska / Fot. instagram.com/rolandgarros
Trudna walka z chorobą i powrót do elity
Aby w pełni zrozumieć wielkość tego paryskiego sukcesu, trzeba cofnąć się w czasie o kilka lat. Wiele lat wcześniej obie tenisistki odnosiły gigantyczne wspólne sukcesy jako juniorki. W 2015 roku wywalczyły drużynowe mistrzostwo Europy do lat 14. Dwa lata później dotarły razem do finału debla juniorskiego Australian Open. Ich pięknie zapowiadające się kariery potoczyły się jednak zupełnie innym torem. Przypomnijmy, że Maja od końca 2019 roku chorowała na depresję, co ostatecznie wymusiło na niej zawieszenie kariery sportowej w czerwcu 2021 roku.
Walka o powrót do zdrowia oraz wielkiego sportu była długa i wyczerpująca emocjonalnie. Podczas konferencji prasowej w trakcie paryskiego turnieju w czerwcu 2026 roku trzecia rakieta świata niezwykle ciepło wypowiedziała się o wspaniałym powrocie koleżanki. Liderka polskiego tenisa wypowiedziała wtedy poruszające słowa, które udowadniają autentyczną troskę i szacunek dla ogromnego wysiłku rodaczki.
Jesteśmy przyjaciółkami. Mogę o niej dużo opowiadać. Znamy się, odkąd miałyśmy po 10 lat. Poszłyśmy różnymi drogami, ale naprawdę cieszę się, że tutaj jest. Cieszę się z jej powodu. Wiem, przez co przeszła. To było dla niej trudne, ale najważniejsze, że udało się to przezwyciężyć.
Szczere wyznanie po historycznym finale
Ostatecznie, 6 czerwca 2026 roku w finałowym meczu na korcie centralnym im. Philippe’a Chatriera, bohaterka tych dni musiała uznać wyższość zaledwie jednej rywalki. Przegrała z Rosjanką Mirrą Andriejewą wynikiem 3:6, 2:6, zdobywając zaszczytny tytuł wicemistrzyni wielkoszlemowej. Zaraz po meczu, na profilu Igi w serwisie Instagram pojawiła się krótka, ale w pełni oddająca uczucia mistrzyni wiadomość.
Gratulacje, Majson. Piękny turniej!
Sama wicemistrzyni również postanowiła otworzyć się na temat skomplikowanej, ale pięknej relacji z bardziej utytułowaną koleżanką z kortu. Kulisy ich znajomości zdradziła w rozmowie z Eurosportem. Chwalińska podkreślała, jak wspólne trudy z czasów juniorskich ukształtowały ich wzajemne podejście na długie lata. Nie omijała przy tym naturalnego tematu dorastania i podążania własnymi ścieżkami.
Z Igą łączy nas kawał historii. Znamy się od 10. roku życia, więc już naprawdę bardzo długo. Grałyśmy wszystkie drużynowe mistrzostwa świata i Europy oraz razem jeździłyśmy na turnieje indywidualne. Dużo przeszłyśmy razem, myślę że to łączy i sprawia, że po prostu chcesz, żeby druga osoba też spełniała swoje marzenia. Obie wiemy, ile w to włożyłyśmy i jak ciężko na to pracowałyśmy. Później poszłyśmy swoimi drogami i Iga wystrzeliła. Takie jest też życie, że troszeczkę się oddaliłyśmy, nie ma co ukrywać. Po prostu już nie miałyśmy tyle czasu, żebyśmy spędzały go za sobą i to jest też normalne.