Andriy Gavryliv wywołał prawdziwą burzę w internecie po swoim bezczelnym rajdzie w polskich Tatrach. Ukraiński influencer zignorował przepisy i wjechał sportowym modelem Chevroleta Corvette na zamkniętą trasę nad Morskie Oko. Sprawa błyskawicznie nabrała rozgłosu, prowokując interwencję ze strony MSWiA. Początkowy, wręcz komiczny mandat przerodził się ostatecznie w potężne konsekwencje, w tym wniosek o 5-letni zakaz wjazdu do strefy Schengen.
Andriy Gavryliv wjechał sportowym samochodem do Tatrzańskiego Parku Narodowego
25-letni Andriy Gavryliv postanowił zapisać się na kartach historii Tatrzańskiego Parku Narodowego, jednak zrobił to w absolutnie najgorszy z możliwych sposobów. Ukraiński influencer bez mrugnięcia okiem wjechał prywatnym, sportowym samochodem na urokliwą drogę prowadzącą prosto nad Morskie Oko, która jest całkowicie wyłączona z ruchu kołowego. Jak to się w ogóle stało, że niskie, luksusowe auto pokonało wjazd do górskiego rezerwatu? Wjazd na teren parku był możliwy tylko dlatego, że szlaban wjazdowy był akurat zdemontowany lub podniesiony z powodu trwającego tam remontu drogi.
Dumny ze swojego "bohaterskiego" dokonania internetowy twórca nie omieszkał oczywiście pochwalić się wszystkim w sieci, całkowicie ignorując oburzenie miłośników polskich gór. Dla influencera najważniejsze było to, że dopiął swego, a obowiązujące przepisy potraktował jak niezobowiązującą sugestię.
Jesteśmy pierwszymi ludźmi w historii, którzy wjechali samochodem nad Morskie Oko. To było jedno z miejsc, do których chcieliśmy dotrzeć podczas tej podróży i wszyscy znajomi oraz przyjaciele mówili, że nad Morskie Oko nie da się dojechać autem. Myślałem, że po prostu nie ma tam drogi, bo to góry i Corvette'a tam nie przejedzie
— Andriy Gavryliv.
instagram.com/andriy.gavryliv
CZYTAJ TAKŻE: Generał USA zgubił w Polsce tajne mapy. Wcześniej padł na ziemię po litrze czaczy [szokujący raport]
Mandat 100 zł za Morskie Oko. Oświadczenie zakopiańskiej policji
Za swój absurdalny wyczyn Andriy Gavryliv został początkowo potraktowany przez funkcjonariuszy z zaskakującą wręcz łagodnością, która z miejsca rozsierdziła internautów. Przy wyjeździe z parku influencer otrzymał mandat w wysokości zaledwie 100 zł oraz osiem punktów karnych za niestosowanie się do znaków drogowych. Taka kwota dla posiadacza Chevroleta Corvette to w zasadzie drobne na waciki. Oburzenie w sieci wybuchło ze zdwojoną siłą, gdy na jaw wyszło, z jakim sprytem mężczyzna wymigał się przy szlabanie od surowszych konsekwencji.
Ponieważ interwencja wobec tego mężczyzny przeprowadzona była poza terenem parku narodowego, a człowiek ten wprowadził w błąd interweniujących policjantów co do rzeczywistego celu podróży, został wtedy ukarany jedynie mandatem w wysokości 100 złotych za niestosowanie się do znaków drogowych
- opisywała sytuację policja w Zakopanem.
Gdy o sprawie zrobiło się głośno na całą Polskę, sam zainteresowany spróbował nieco ocieplić swój wizerunek. Opublikował w mediach społecznościowych pseudo-refleksję, w której odniósł się do zapłaconej "stówki" z dużą dozą udawanej skruchy:
Być może to wyjątkowe zdjęcie było warte tych 100 zł, ale gdybym mógł cofnąć czas, wolałbym przejść tę trasę pieszo, ponieważ rozumiem, jak niewłaściwe było wjeżdżanie tam samochodem i że mogłem urazić czyjeś uczucia.
Tatrzański Park Narodowy i MSWiA reagują. Zakaz wjazdu do Polski na 5 lat
Sprawa tego nieostrożnego rajdu ostatecznie nie ujdzie mu na sucho, bo po zaangażowaniu się MSWiA oraz naciskach opinii publicznej Andriy Gavryliv odczuje skutki swojego zachowania niezwykle boleśnie. Wprowadzenie funkcjonariuszy w błąd na niewiele się zdało. Policja wystąpiła do Urzędu do Spraw Cudzoziemców z wnioskiem o wpisanie influencera na listę osób niepożądanych, co oznacza dla niego kategoryczny zakaz wjazdu do Polski oraz krajów strefy Schengen na równe pięć lat. Co więcej, dyrektor TPN Szymon Ziobrowski poinformował w wywiadzie dla TVN24, że w przypadku tego wybryku doszło do zbiegu kilku wykroczeń, takich jak hałas, płoszenie zwierząt czy poruszanie się po zmroku po terenie parku, za co grozi dodatkowy mandat do 1000 zł.
To nie pierwszy raz, kiedy buta wpędza tego twórcę w poważne kłopoty prawne. Znacznie wcześniej, bo we wrześniu 2021 roku we Lwowie, influencer zorganizował wyreżyserowane scenki "porwania" kobiety na ulicy. Tamten niesmaczny żart doprowadził do ogłoszenia policyjnego planu przechwycenia pojazdu, a cała sprawa znalazła swój finał w sądzie, gdzie ukarano go grzywną. Wygląda na to, że pogoń za internetowymi zasięgami i nieustanne testowanie cierpliwości służb tym razem skończy się dla niego bezpowrotnym zatrzaśnięciem drzwi do Europy.