Spokojny poranek w samym sercu stolicy zamienił się w scenę rodem z filmu sensacyjnego, gdy w biały dzień padły strzały, a celem stała się szkoła pełna uczniów i nauczycieli. Nieznany sprawca wywołał natychmiastową reakcję służb, stawiając na nogi okoliczne patrole. Obecnie trwa policyjna obława, a śledczy skrupulatnie zabezpieczają każdy ślad pozostawiony przez tego domorosłego snajpera.
Atak w godzinach lekcyjnych. Szkoła na celowniku
Kto i dlaczego zdecydował się wycelować w stronę placówki oświatowej pełnej nastolatków? Około godziny 10:00, gdy uczniowie w najlepsze zmagali się z ułamkami i poezją, spokój przerwał niepokojący odgłos uderzeń w szyby i wybuchła panika, bo w budynku rozległy się strzały w szkole. To właśnie wtedy Liceum Ogólnokształcące Społeczne Nr 17 przy ulicy Marszałkowskiej, stało się celem niespodziewanego ataku. Zaskoczeni pracownicy szkoły wykazali się pełnym profesjonalizmem i błyskawicznie powiadomili odpowiednie służby o incydencie. Na miejscu momentalnie pojawiła się policja Warszawa Śródmieście, by ustalić, co dokładnie wydarzyło się w tętniącym życiem centrum miasta.
Canva.com
Sześć metalowych kulek i ślady na elewacji. Czego użyli sprawcy?
Na szczęście obyło się bez hollywoodzkiego dramatyzmu i ofiar, choć ślady na szybach oraz elewacji budynku wyglądają nader poważnie. Jak ustalił reporter RMF FM, Krzysztof Zasada, na miejscu zabezpieczono dokładnie 6 pocisków, które nie przebiły szyb na wylot, ale zostawiły wyraźne uszkodzenia na zewnątrz. Wszystko wskazuje na to, że to ostrzelanie budynku było dziełem kogoś wyposażonego w sprzęt raczej rekreacyjny niż stricte wojskowy. Sytuację tę precyzyjnie podsumował młodszy aspirant Jakub Pacyniak, rzucając nieco więcej światła na te bulwersujące strzały w Warszawie.
"Ktoś ostrzelał budynek szkoły najprawdopodobniej z broni pneumatycznej typu wiatrówka. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał, sprawców na ten moment nie ujęto. Na miejscu pracują policjanci z grupy dochodzeniowo-śledczej" - młodszy aspirant Jakub Pacyniak
Potwierdza to fakt, że prawdopodobnym narzędziem tego chuligańskiego czynu była broń pneumatyczna, znana szerzej jako wiatrówka. Mimo braku rannych, policja Warszawa traktuje sprawę z najwyższą powagą, bo bezpieczeństwo w szkołach to absolutny priorytet stołecznych funkcjonariuszy.
Pixabay
Sprawca na wolności, lekcje trwają. Absurdalny finał incydentu
Co ciekawe, ten poranny incydent z bronią w tle wcale nie wybił z rytmu warszawskich pedagogów. Informację o tym, że zajęcia nie zostały przerwane, potwierdził reporter RMF MAXX, Przemysław Mzyk. Mimo napiętej atmosfery i obecności techników kryminalistyki, dyrekcja uznała, że uczniowie są całkowicie bezpieczni w swoich salach. Uczniowie jak gdyby nigdy nic wrócili do swoich zeszytów, a w międzyczasie przed szkołą rozgorzała prawdziwa kryminalistyczna robota.
Sprawcy nie zostali ujęci bezpośrednio po zdarzeniu i wciąż pozostają nieuchwytni, ale ich czas na wolności może szybko dobiec końca. Na miejscu w pocie czoła pracują policyjni specjaliści z grupy dochodzeniowo-śledczej, którzy skrupulatnie zabezpieczają każdy, nawet najmniejszy ślad pozostawiony przez napastnika. Ktokolwiek pomyślał, że ujdą mu na sucho takie zabawy w snajpera pod okiem dziesiątek miejskich kamer i tysięcy przechodniów, srogo się przeliczył. Strzelanie z wiatrówki w samym sercu stolicy, na tak ruchliwej arterii jak ulica Marszałkowska, to jak próba pozostania anonimowym na środku sceny w Operze Narodowej – odważne, ale wyjątkowo nierozsądne.