Wstrząsające kulisy zbrodni w Raciążu. Kiedyś ojciec zabił matkę, a teraz wnuk odebrał życie dziadkom?

Wstrząsające kulisy zbrodni w Raciążu. Kiedyś ojciec zabił matkę, a teraz wnuk odebrał życie dziadkom?

Wstrząsające kulisy zbrodni w Raciążu. Kiedyś ojciec zabił matkę, a teraz wnuk odebrał życie dziadkom?

Facebook: policja Płońsk; Facebook: DRON Płońsk

Zabił dziadków, poćwiartował ich ciała, a potem – jak gdyby nigdy nic – wziął prysznic i zadzwonił na policję. W słuchawce operatora numeru 112 nie było słychać paniki, lecz chłodną kalkulację. Gdy funkcjonariusze weszli do domu w Raciążu, odkryli rzeźnię. 29-letni Aleksander G. czekał na nich w czystym ubraniu, podczas gdy szczątki Danuty i Andrzeja ukryte były w lodówce i piwnicy.

Reklama

"Zabiłem dwie osoby". 7 godzin z ciałami i zimna krew sprawcy z Raciąża

Według ustaleń śledczych do tego makabrycznego podwójnego z**ójstwa doszło prawdopodobnie około godziny 15:00 w Raciążu. Jednak telefon na numer alarmowy wykonano dopiero o 22:40. Oznacza to, że Aleksander G. spędził ze zmasakrowanymi ciałami dziadków kilka godzin. W tym czasie metodycznie zacierał ślady, mył się i przebierał. W chwili zatrzymania 29-latek był całkowicie trzeźwy, co czyni tę zbrodnię jeszcze bardziej przerażającą.

Widok na miejscu zdarzenia wstrząsnął nawet doświadczonymi technikami kryminalistyki. Ciała ofiar zostały rozczłonkowane. Fragmenty zwłok sprawca upchnął w lodówce, piecyku oraz w piwnicy, ukrywając je pod stertą węgla. Użył do tego przedmiotów ostrokrawędzistych – najprawdopodobniej siekiery, maczety lub tasaka.

Około godziny 22:40 za pośrednictwem numeru 112 otrzymaliśmy zgłoszenie od mężczyzny, który powiedział, że zabił dwie osoby i poprosił o przyjazd służb. Policjanci natychmiast zostali skierowani pod wskazany adres w Raciążu. Na miejscu pod domem jednorodzinnym zastali 29-letniego zgłaszającego. Mężczyzna ten był trzeźwy. Wewnątrz budynku funkcjonariusze ujawnili ciała dwóch osób, 72-letniej kobiety i 86-letniego mężczyzny. Wstępnie ustaliliśmy, że były to osoby spokrewnione z zatrzymanym. Byli to jego dziadkowie

— relacjonuje na chłodno nadkom. Kinga Drężek-Zmysłowska cytowana przez SE.pl.

Radiowóz z Płońska w zaśnieżonym lesie Facebook: policja Płońsk

Danuta śpiewała w chórze, Andrzej naprawiał pralki. "Szli pod rękę do kościoła"

Ofiarami rzezi są 72-letnia Danuta i 86-letni Andrzej – ludzie, którzy byli filarami lokalnej społeczności. Pan Andrzej uchodził za niezastąpioną "złotą rączkę", latami naprawiając sąsiadom pralki i lodówki. Pani Danuta aktywnie działała w kole gospodyń wiejskich i śpiewała w chórze. Sąsiedzi często widywali ich, jak szli pod rękę do kościoła, wspierając się na starość.

To właśnie oni starali się pomóc wnukowi. Opłacali Aleksandrowi G. prywatne leczenie, chcąc wyciągnąć go z problemów psychicznych. W zamian spotkała ich śmierć z rąk człowieka, którego próbowali ratować. Kontrast między ich spokojnym, pobożnym życiem a brutalnym końcem w domowej rzeźni jest porażający. Z**ójstwo w Raciążu to cios w serce tej małej społeczności.

To byli bardzo mili ludzie. Spotykałam ich często w sklepie. Pani Danuta zawsze coś tam zagadała, nie, że tylko "dzień dobry" i do domu. Zresztą pan Andrzej też. Zawsze mieli jakieś dobre słowo dla każdego

— mówi pani Alicja cytowana przez Onet.pl.

Fatum czy geny zła? Ojciec spalił matkę, syn poćwiartował dziadków

Ta kronika kryminalna Mazowsza ma drugie dno, które mrozi krew w żyłach. Historia rodziny naznaczona jest bestialstwem. W listopadzie 2019 roku ojciec Aleksandra, Marek G., zgotował piekło swojej żonie. Zaatakował ją toporem, a następnie podpalił w samochodzie, gdy kobieta jeszcze żyła. Obecnie odsiaduje wyrok 25 lat więzienia.

Syn poszedł w ślady ojca w najgorszy możliwy sposób. Narzędzia zbrodni w obu przypadkach były bliźniaczo podobne – siekiery i ostre narzędzia. Ojciec spalił matkę żywcem, syn poćwiartował dziadków. Mamy tu do czynienia z przerażającym obrazem "traumy wielopokoleniowej", gdzie zło zdaje się być dziedziczone wraz z nazwiskiem.

Przeczuwałem, że tak się to skończy. Wiedziałem, że prędzej czy później dojdzie tam do jakiejś tragedii

— przyznaje ponuro pan Janusz w rozmowie z "Onetem".

Koszmar w Warszawie. Auto wbiło się w pieszych, 6-latek zmarł po dramatycznej walce o życie. Trzaskowski nie wytrzymał.
Źródło: facebook.com/WawaHotNews24
Reklama
Reklama