Jeszcze niedawno siedziała na ławie oskarżonych, a jej prawnicy walczyli o każdy paragraf. Dziś w Mediolanie Julia Simon przeładowuje karabin i ucisza krytyków, zdobywając swoje drugie złoto. Ale nawet olimpijski triumf nie jest w stanie zagłuszyć echa skandalu, który ciągnie się za nią jak cień. Francuzka ma tego dość.
Wielki triumf w oparach skandalu
To, co działo się na trasie biegu indywidualnego na 15 km podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan–Cortina 2026, to gotowy materiał na film sensacyjny. Julia Simon na strzelnicy zachowała kamienną twarz, choć wokół niej atmosfera gęstnieje z minuty na minutę. Francuzka trafiała w czarne krążki z taką samą chirurgiczną precyzją, z jaką wcześniej – według ustaleń sądu – "celowała" w portfele swoich koleżanek z kadry.
To jej drugi złoty medal na tej imprezie, ale zamiast oklasków, w kuluarach częściej słychać złośliwe szepty. Simon pokazała plecy rywalkom i wygrała z mrozem, ale walka o dobre imię idzie jej znacznie gorzej niż bieganie na nartach. Mistrzyni stoi na podium, ale cień wyroku kładzie się na złotym krążku długim cieniem.
Dla świata sportu to jasny sygnał: talent obroni się sam, nawet jeśli moralność zostaje w szatni. Pytanie tylko, czy kibice są gotowi oddzielić wybitną formę fizyczną od skandalu, który wstrząsnął biathlonowym światem.
instagram.com/julia_.simon/
Złoto na szyi, prokurator na karku
Tego scenariusza nie powstydziliby się producenci najlepszych thrillerów. To nie jest zwykła historia o błędach młodości, ale opowieść o toksycznej rywalizacji wewnątrz jednej drużyny. Zaledwie cztery miesiące temu zapadł wyrok skazujący Julię Simon za kradzież tożsamości i nielegalne użycie kart.
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że ofiarą nie była anonimowa osoba, a Justine Braisaz-Bouchet – koleżanka z reprezentacji, z którą Simon dzieliła sukcesy i porażki.
Zamiast zapaść się pod ziemię ze wstydu, Julia Simon zacisnęła zęby i przyjechała na Igrzyska Olimpijskie po swoje. Dla jednych to dowód niesamowitej odporności psychicznej, dla innych – szczyt arogancji i bezczelności.
instagram.com/julia_.simon/
"Dajcie mi spokój!" – mistrzyni pęka na mecie
Gdy emocje po przekroczeniu linii mety w Mediolanie nieco opadły, a dziennikarze rzucili się na podwójną mistrzynię, ta nie wytrzymała presji. Zamiast standardowych podziękowań i uśmiechów do kamery, zobaczyliśmy twarz kobiety zmęczonej ciągłym tłumaczeniem się z przeszłości.
Zapytana o hejt i ciążący na niej wyrok w momencie największego triumfu, Julia Simon wybuchła. Jej odpowiedź była krótka, ale uderzająca:
Dajcie mi spokój!
Te trzy słowa to krzyk bezsilności. Simon może kolekcjonować kolejne krążki, ale łatki "złodziejki" nie odepnie tak łatwo jak nart po biegu.